
,,W Szponach Gułagu – Młodość w Niewoli” Rafała Pławińskiego, to polska odpowiedź na ,,Inny Świat” Gustawa Herlinga Grudzińskiego oraz ,,Archipelag GUŁag” Aleksandra Sołżenicyna. Autobiograficzna książka Rafała Pławińskiego, to nie tylko zapis walki o godność i zachowanie sensu życia, ale dokładne opisanie mechanizmów działania jednego z najbrutalniejszych reżimów totalitarnych, które są niepokojąco aktualne również w obecnych czasach…
,,W szponach Gułagu”, to nie tylko wspomnienia czy dokument, który z drobiazgowością, przedstawia zapis obozowej codzienności, ale przede wszystkim rozbudowane studium psychologiczne ofiar i oprawców, gdzie z wyjątkową wnikliwością, zostały opisuje mechanizmy działania totalitarnego reżimu, które są uniwersalne dla tego typu ustrojów, także w współczesnych czasach.
Chociaż jest to biograficzny zapis przeżyć Rafała Pławińskiego to na potrzeby recenzji, będę nazywać ją również powieścią, gdyż samą książkę, dzięki talentowi literackiemu Autora, czyta się właśnie jak ten gatunek literacki, czasami nawet zapominając, że jest to jak najbardziej autentyczny zapis, nadzwyczajnie wyjątkowo dramatycznych, wspomnień zarówno jego jak i innych osób, które doświadczyły trudnego nawet do wyobrażenia sobie cierpienia ze strony komunistycznego reżimu.
Deportacje Polaków z Kresów Wschodnich w latach 40 XX wieku
Powieść, zaczyna się ona baśniowo, opisem prostego i radosnego, wręcz idyllicznego życia na Kresach Wschodnich w przedwojennej Polsce. Taką Arkadię dla Autora, stanowią właśnie niewielkie miejscowości: Bohuszewice, Wejtkowo i Borowina, gdzie spędził najszczęśliwsze chwile swojego dzieciństwa. A wśród licznych barwnych wspomnień, znajduje się m.in. opis, bajkowego ślubu jednej z krewnej autora z miejscowym nauczycielem, na który hrabina, jak Wróżka Chrzestna użycza swój pałac, konie i karocę.
Jednak chmury już zaczynają gromadzić się nad wielonarodową społecznością Kresów Wschodnich. Nadchodzi II wojna światowa. W kolejnej części Rafał Pławiński wspomina dramatyczne przeżycia krewnych oraz sąsiadów, którzy zostali wywiezieni przez NKWD na Syberię. Jedną z nich jest historia pana Michała, który cudem uniknął egzekucji, gdyż podmuch bomby sprawił, że wpadł do rowu i przykrył ziemią. Inny z jego towarzyszy Paweł, tylko dlatego przeżył rozstrzelanie, gdyż ukrył się pod ciężarem martwych ciał. Jak wspominał: ,,Wydawało mu się, że nieżywi ciągną go do grobu”. Nie dziwi taki opis, gdy sam był świadkiem, jak rosyjscy żołnierze zamordowali jednego dnia prawie dwa tysiące osób. Jeszcze dramatyczniejsza była historia pana Henryka – kapitana Wojska Polskiego, który po Kampanii Wrześniowej, próbując przedostać się do Rumunii, został złapany przez Rosjan. Cudem uciekł z niewoli i wrócił do rodzinnych stron, ale niedługo później rozstrzelali go Niemcy, którzy w tym czasie okupowali tę część przedwojennej Polski.
Śledztwo i proces
W późniejszych częściach Autor opisuje już własne przeżycia, w tym aresztowanie, pobyt w licznych więzieniach, pokazowy proces oraz pobyt w licznych więzieniach na dalekiej Syberii, a nawet powstanie więźniów w łagrze w styczniu 1952 roku. Sama książka jest bezcennym źródłem wiedzy oraz drobiazgową relacją z pierwszej ręki jak wyglądało życie polskiego zesłańca. Jak podkreśla Rafał Pławiński zarówno on jak i jego towarzysze byli ,,niewolnikami XX wieku”, a także, że to co go spotkało, było skrzętnie ukrywane przed resztą społeczeństwa. ,,Byłem, jak ofiara rzucona na pożarcie, ale poza obrębem tych ścian życie toczyło się normalnie, bo nawet księżyc nie podejrzewając niczego, zaglądał spokojnie przez zakratowane okna” (s.88). W innym fragmencie, wprost podsumowując zachowanie i motywacje radzieckich śledczych stwierdzał, że szukali oni winnych, gdyż ,,Nie będzie nowych ofiar – mniej szans do awansów (s.98)” Podsumowywał również: ,,Biada ci, człowieku, żeś się urodził w epoce NKWD i jego spadkobierców (s.59)”.
W książce dokładnie opisane jest, jak wyglądało śledztwo, a także omówione są wszystkie mechanizmy, w tym i słabości reżimu. Przykładowo, Autor wspomina, że jedno z jego przesłuchań tylko dlatego zostało przełożone, gdyż oficerowie, którzy mieli go przepytać urządzili libację z prostytutkami. Pokazano również jak łamano więźniów na różne sposoby i próbowano zmusić ich do współpracy. Jedną z metod, było zastraszenie, a następnie próba przekupstwa m.in. spotkanie z prostytutką. Inni oficerowie, czasami udawali, że mają przyjazne nastawienie, po to tylko aby wzbudzić dysonans psychologiczny i wyciągnąć jak najwięcej informacji. Najczęstszą formą było jednak zastraszanie (podczas przesłuchania, specjalnie pokazywano więźniowi, jak rzekomo prowadzą innego więźnia na egzekucję), a także upokarzanie. Jedną z nich (i tak łagodną jak na realia komunistycznego reżimu) było organizowanie spotkania z bliskimi. Autor spotkał się na widzeniu ze swoją matką, z którą mógł rozmawiać tylko w języku rosyjskim, chociaż oboje byli Polakami).
Inną formą represji było osadzanie w celi więźniów politycznych z pospolitymi przestępcami, jak i również bandytami. Autor wspominał, jak jeden z nich chełpił się, że podczas ,,wyzwalania Berlina”, włamał się do domu profesora, gdzie zgwałcił i zamordował jego młodą córkę. Często metodą było również osadzanie z więźniami donosiciela. Najczęściej był to więzień, któremu obiecywano mniejszy wymiar kary, pobyt w lepszych warunkach, a także wcześniejsze zwolnienie. Jedną z takich osób, był Oleg Trapacki, który jednak został oszukany przez reżim i którego Autor, już pod innym nazwiskiem, spotkał w jednym z łagrów.
Rafał Pławiński dokładnie opisywał też jak wyglądał pokazowy proces, w którym nie mieli szans na sprawiedliwy osąd. Warto tutaj wspomnieć, że zarówno Rafał Pławiński jak i jego przyjaciele, zostali skazani za to, że należeli do polskiej grupy patriotyczno-kulturowej. Jak sam wspominał:
,,Nie słuchałem bredni sędziego, a później prokuratora, bo byłem pogrążony w myślach o własnym i kolegów losie. Nasz pobyt tutaj był niczym innym, tylko kontynuacją polityki określonych czynników tego państwa. [Związku Radzieckiego]. Nie odpowiadały im nasze imiona, nazwiska, orientacje polityczne i przynależność do określonej grupy kulturowej. Ceniliśmy kulturę rosyjską i szanowaliśmy ją, ale na co dzień woleliśmy swoją. Kochaliśmy pieśni Moniuszki, które nuciły nasze matki i dumni byliśmy z Chopina. Za to wszystko ponosiliśmy konsekwencje, a dowodem tego był dzień 19 czerwca 1950 r. [dzień procesu] << Podzielamy los naszych przodków>> myślałem. (s.128)”.
Polska biblioteka na Syberii
Po części ,,W szponach Gułagu” można śmiało nazwać ,,powieścią drogi”, gdzie dokładnie opisane są losy młodego człowieka, który nagle zostaje brutalnie wyrwany z (względnie) bezpiecznego świata i skonfrontowany z brutalną rzeczywistością radzieckich więzień i łagrów, do której musi się zaadaptować, ale który nigdy nie porzuca swoich marzeń o wolności i który, nawet w najtragiczniejszych warunkach, podobnie jak Viktor Frankl, odnajduje sens życia. W tym przypadku jest nim zachowanie polskości, w tym: pomoc głodującym, pocieszanie osób w depresji, nauka młodszych kolegów w łagrze; matematyki, fizyki, chemii, literatury i języka polskiego, a także założenie biblioteki w warunkach gułagu.
Tak też Autor dokładnie opisuję ostatnią inicjatywę:
,,W obozie pojawiły się nawet polskie książki, do czego przyczyniła się moja matka, która wpadła na niebywały pomysł, aby sukcesywnie przesyłać je w paczkach. Najpierw musiała książkę rozebrać na poszczególne kartki, a następnie gniotła je i natłuszczała, aby użyć ich później do zawijania słoniny, kiełbasy. Dozorca w toku kontroli nie domyślał się niczego, bo kartki pomięte i upaprane tłuszczem nie przypominały lektury. Następnie trzeba było poddać to specjalnej obróbce, gdyż materiał na książkę należało najpierw odtłuścić, a później wygładzić w prasie na mokro. Stopniowo przychodziły paczki i w każdej była też część książki. Zbierałem i kompletowałem to, wykonując żmudną robotę, a kiedy całość była już gotowa, wówczas zszywałem i dawałem sztywną oprawę. Dzięki temu nauczyłem się introligatorki, a po kilku latach, już w dżeskazgańskim łagrze, oprawiałem biblioteczne książki, archiwalne dokumenty, robiłem dzienniki, pamiątkowe albumy, notesy, zeszyty i inne wyroby z papieru. Zawsze obawiałem się rewizji, gdyż dozorcy przy tej okazji mogli zabrać mój duchowy skarb – polskie książki”(s.247).
Spotkanie z Aleksandrem Sołżenicynem
Rafał Pławiński, wielokrotnie przytacza również historie jak więźniowie polityczni nawzajem się wspierali w tych trudnych chwilach, wykonując to co robili na wolności. Przykładowo artysta operetkowy śpiewał arie, a profesorowie biologii i atomistyki dawali wykłady. Jeden z nich, profesor Osypow, stał się przyszywanym ojcem dla uwięzionych młodzieńców i wykorzystywał nieliczny wolny czas, aby kształcić najmłodszych więźniów i chociaż w ten sposób dać im namiastkę edukacji, której zostali pozbawienie.
Ważną rolę w życiu więźniów w łagrze odegrał również… Aleksander Sołżenicyn, którego zdrobniale nazywaną ,,Szaszką”. Jak podkreślał Rafał Pławiński, był on powszechnie szanowany i lubiany, a jednym z jego przyjaciół był Jerzy Węgierski. Sam Autor poznał go podczas pobytu w łagrowym szpitalu. Jak podkreślał, był on osobą inteligentną, ambitną, nie zmieniającą łatwo poglądów. Rafał Plewiński podkreślał, że jego znajomy, aktywnie działał w łagrowym teatrze, często (na ile to było oczywiście możliwe) przebywającą w łagrowej bibliotece, a także dołączał do licznych dyskusji. Jak dodawał Autor, opisując młodego Sołżenicyna:
,,Miał ruchy typowego wojaka, gotowego do poświęceń, a mnie fascynowało to, iż go widziałem zawsze tam, gdzie nawet w tych nieludzkich warunkach, on, z godnością człowieka, potrafił dać nam trochę artystycznego piękna. Siła charakteru, indywidualność, wrodzony talent robiły swoje. Taki był Saszka Sołżenicyn w obozie, a po latach, kiedy napisze i przedłoży światu swój nieśmiertelny „Archipelag Gułag”, to w obojętnym na losy sowieckich więźniów społeczeństwie Zachodu wywoła prawdziwą rewolucję. Swoją książką, która była niebezpieczna dla tamtego układu, gdyż była prawdą o nim, skruszy podwaliny najbardziej groźnej tyranii (s.267)”.
Łagrowa rzeczywistość
We wspomnieniach jest heroizm, ale bez patosu. Autor nie wybiela ani siebie ani innych swoich kolegów i towarzyszy niedoli, którzy zostali aresztowani ze względów politycznych. Wielokrotnie wspomina również o tematach tabu, a jednak wyjątkowo bliskich, jak chociażby potrzebach seksualnych i chęci nawiązania intymnych relacji z płcią przeciwną. W książce pojawił się również wątek samotności i próby odnalezienia wsparcia w wśród obcych ludzi, których spotkał ten sam los. Jednym z takich momentów, było przypadkowe spotkanie Rafała Pławińskiego z Litwinką Jadzią podczas rozdzielania więźniów. Chociaż ich losy potoczyły się zupełnie inaczej i oboje zostali szybko rozdzieleni, to pamięć o tym spotkaniu została na całe życie. Autor dokładnie opisuje, nawet najbardziej prowizoryczne elementy swojej zsyłki, nie omijając nawet tych najbardziej przyziemnych aspektów. Przykładowo, w jednym z fragmentów, Autor dokładnie opisując trudny wielodniowej, morderczej jazdy bydlęcymi wagonami, wprost stwierdza, że za nocnik musiał służyć mu but. Natomiast opisując pobyt w jednym z więzień, wspomina o wszechobecności prusaków, które znajdywały się nawet w jedzeniu, konieczności rzucania kostkami do gry w szczury, aby te nie atakowały, a także o strasznej wilgoci, która wywołała u Autora poważną chorobę.
Rafał Pławiński, dokładnie opisuje również dramatyczne warunki w łagrze, w tym morderczą pracę na kilkudziesięciostopniowym mrozie przez dziesięć godzin (nie licząc czasu wyjścia i powrotu do łagru), lichej jakości jedzenie (nierzadko z robakami, a nawet szczątkami myszy”. Codziennością był szkorbut, czerwonka i głód, a w łagrach dziennie umierało nawet od 30-50 tysięcy osób. Zdarzały się nawet przypadki, że ludzie celowo odrąbywali sobie palce albo całe dłonie, albo pili jedynie słoną wodę, aby osłabić swoje serce, aby choć na jakiś czas trafić do szpitala i odetchnąć. Jedną z takich osób był towarzysz Rafała Pławińskiego Własow, który jednak w wyniku opuchlizny szybko zmarł, osierocając tym samym żonę i dwójkę małych dzieci w Rosji. Na porządku dziennym były również objawy depresji, a także różnych zaburzeń psychicznych wśród więźniów. Wielu z nich zaczęło się uważać, za kapłanów, proroków, albo świętych.
Podkreślona została również pogarda reżimu dla więźniów. Przykładowo napis na bramie jednego z łagrów miał brzmieć: ,,Tylko uczciwą pracą, odkupi się winy przed ojczyzną”, co od razu przywodzi na myśl podobny napis na bramie niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zakładu Auschwitz-Birkenau. Więźniom również przydzielano numery, które jednak nie tatuowano, ale malowano na ubraniach. Do tego zajęcia zmuszony był m.in. Wacław Ujejski, wybitny przedwojenny malarz. O tym jak niewiele świadczyło życie więźniów, świadczył chociażby fakt, że przy 42°C mrozie, tylko dlatego nie zostali oni wysłani do pracy, z obawy o życie (dobrze ubranych) radzieckich żołnierzy, którzy mieliby ich eskortować. W innym fragmencie, opisane jest, jak w Wigilię, więźniowie dostali niewielkie, wysuszone, soloną ryby, głód był tak wielki, że jeden z nich zjadł ją w całości, wraz łuskami, jelitami, głową i płetwą. Prosił również o to, aby nie patrzono na niego, gdyż, jak sam siebie określił ,,teraz nie jest już człowiekiem, ale świnią”.
Autor wyjaśniał również jak odwracano społeczne role, gdzie, arystokrację stanowili m.in. ci, którzy otrzymali w paczkach słoninę, a:
,,Ciemny, nieokrzesany pridurok (głupkowaty, chory psychicznie) czasem więcej znaczył niż sława profesora, księdza, nauczyciela. Ten, kto w normalnym świecie cieszył się autorytetem, tutaj był nikim. Nic nie znaczyła inteligencja, bo w takim układzie była niepotrzebna. Na rozkaz grażdanina (obywatela) naczelnika trzeba było wykonywać najgorszą, czarną robotę. Najmniej poważany był naukowiec i duchowny, bowiem im najbardziej brakowało manualnych umiejętności. Duchownych celowo posyłano do ciężkich i brudnych prac, gdyż nie znali się na stolarce, ciesielce i innym rzemiośle. Nieraz obserwowałem, jak profesor seminarium duchownego z Węgier, który teologię studiował w Rzymie, w obozie czyścił doły kloaczne. Starszy już mocno ksiądz-profesor, jako Węgier słabo mówiący po rosyjsku, stał zawsze w jamie, grzęznąc w ohydnej zawartości i szuflą wyrzucał na brzeg, aby następnie samochodem ją wywieźć” (s.232).
Warto wspomnieć, że wśród więźniów łagru w Ekibastuzkim, znaleźli się m.in. Jerzy Węgierski – przywódca duchowy tamtejszej Polonii, profesor gimnazjum z Krakowa Aleksander Brzozoń, Andrzej Kwiatkowski – szef Kedywu okręgu Lwów, Wacław Ujejski – artysta malarz z Warszawy, a także niewymieniony z imienia pan Badowski – oficer wojsk polskich.
Bunt więźniów
Niezwykle wstrząsająca jest relacja z powstania zesłańców w styczniu 1952 roku. Pomimo tego, że zostało ono zgniecione okrutnie, karabinami maszynowymi i czołgami, to zesłańcy, w walce o swoją godność, odnieśli zwycięstwo nie tylko moralne, ale i psychologiczne. Władze nie odważyły się na represje wobec nich, co oczywiście nie wynikało z ich dobroci, ale obawy, że podobne wydarzenia mogą się powtórzyć. Zwłaszcza, że wspomniane powstanie było prawdziwym ewenementem i dowodem na niezwykłą odwagę.
Rafał Pławiński, wspomina o tym, że więźniowie mieli przeciwko nie tylko uzbrojonych w karabiny maszynowe radzieckich funkcjonariuszy, ale również ,,armię donosicieli”. Autor podkreślał, że za powstaniem optowali przede wszystkim luzie młodzi (z długimi wyrokami), a także ci co mieli doświadczenie w walce, w tym przede wszystkim żołnierze Armii Krajowej. Dlatego też było ono dokładnie zaplanowane i przygotowania zaczęto już kilka miesięcy wcześniej. Powołano nawet specjalną grupę, która zdobyła listę konfidentów, a następnie zlikwidowała kolaborantów. Następnym etapem był atak na więzienną bramę, która pomimo skoordynowanej akcji, zakończyła się niepowodzeniem i stłumieniem buntu. Jednak kolejną odsłoną powstania był trwający trzy dni głodowy strajk. Powstańcy żądali: rewizji wyroków, właściwego wyżywienia, likwidacji numerowania więźniów, poprawę warunków bytowania oraz usunięcia ze stanowiska, z posad kierowników obozu, słynących okrucieństwa Maczechowskiego i Dołgana. Ostatecznie jednak został on zakończony. Paradoksalnie władze obozowe nie wprowadziły odwetu na więźniach, chociaż z drugiej strony przez parę miesięcy stosowano metody zastraszania, a także wiele osób, które były podejrzane o udział w buncie, przesłuchiwano.
Warto wspomnieć, że w książce, pojawiają się również sporadycznie humorystyczne akcenty, jak na przykład historia żabki, która wskoczyła do celi. Więźniowie doczepili do niej kartkę ,,Niech żyje wiosna i wolność” i wypuścili. Podobną radość, autorowi i jego towarzyszom sprawiło pojawienie się wróbla w więzieniu, który symbolizował namiastkę wolności i normalności.
Bohaterowie, ofiary i oprawcy
Chociaż publikacja opisuje reżim z punktu widzenia młodych mężczyzn, którzy zostali uwięzieni, to warto podkreślić, że Rafał Pławiński wielokrotnie wspomina o roli kobiet w walce z komunistycznym reżimem. W tym przypadku, zwraca szczególną uwagę na działania matek, w tym swojej własnej, które z narażeniem życia, na różne sposoby i w ramach swoich możliwości, starały się ratować swoje dzieci. Najczęściej czyniły to poprzez wysyłanie paczek, chodzenia do więzień, wysyłania listów, a także przede wszystkim próby działania z zewnątrz, aby uwolnić swoich bliskich. Wśród bohaterskich kobiet, wspomina również o swoich krewnych i koleżankach, które również stały się politycznymi więźniarkami i które pomimo swojego wieku, nierzadko nastoletniego, z godnością wytrzymywały wyjątkowo ciężkie trudy niewoli.
Największą zaletą powieści jest jej psychologiczna głębia. Autor świetnie opisuje różne portrety więźniów, w tym tych, którzy dopiero w radzieckiej niewoli skonfrontowali się z radziecką rzeczywistością. Przytacza tutaj historię m.in. młodego Araba i zarazem niewykwalifikowanego portowego robotnika, który w poszukiwaniu lepszego życia udał się do ZSRR. Rafał Pławiński poznał również w więzieniu, kozackiego generała, pragnącego osiąść na emeryturze w ZSRR, który został aresztowany oraz wysłany na Sybir. Innym osadzonym był również były komunistyczny premier, który choć mógł poznać od podszewki reżim, któremu wcześniej służył, to nadal wierzył, że jest on nieomylny, a Stalin, gdyby się tylko dowiedział o niesprawiedliwości jaka go spotkała, to od razu by go uwolnił. Podobne, fanatyczne wręcz uwielbienie dla Stalina, wykazywał partyzant, który w walce z Niemcami stracił rękę i który w podzięce za bohaterstwo, został oskarżony o zdradę ZSRR i skazany na dziesięć lat.
Śmiało można powiedzieć, że książka ,,W szponach Gułagu”, stanowi studium psychologiczne oprawców i ich metod. Rafał Pławiński, z ironią i swadą opisuje postaci poszczególnych osób, które napotkał na swojej drodze. Interesujący jest szczególnie opis tak zwanych homo sovieticus, w tym tych osób, które dobrowolnie przystały na służbę totalitarnemu reżimowi. Tak autor przedstawiał portret psychologiczny niejakiego żołnierza Jakimienki, który donosił na swoich kolegów na studiach.
,,Dotychczas pracował w kołchozie. Nie potrafił ukryć prymitywizmu myślowego i ubóstwa wartości duchowych. Chełpił się, że w Niemczech rozjeżdżał czołgiem kolumnę uciekinierów, składającą się z kobiet, dzieci i starców. Robił to dlatego, że byli Niemcami. Uwielbiał towarzysza Stalina i dlatego też nad swym łóżkiem miał duży jego portret. Uważałby za zaszczyt czyszczenie jego butów, ale, biedaczysko, nie miał dostępu do nich, zadowalał się więc donosicielstwem. Iskrzyły mu oczy, kiedy mówił o „wielkim ojcu narodów”. Widział wokół pełno podstępnych wrogów, którzy czatowali na „wielkiego” Stalina i jego dzieło (s.57)”.
Natomiast, tak Autor opisywał naczelnika więzienia w Mohylewie.
,,Do rangi porucznika i obecnego stanowiska doszedł dzięki strasznej zbrodni, której dopuścił się latem 1941 r. Wtedy Niemcy wkraczali do Mohylewa, a załoga w popłochu opuszczała teren więzienia. Ten straszny człowiek w tym krytycznym momencie nie zostawił w spokoju skazańców politycznych – tylko z resztą załogi zatopił wszystkich w podziemnych lochach. Udało mu się wymknąć z miasta, a klucze dostarczył centralnemu zarządowi NKWD w Moskwie. Po ponownym zajęciu Mohylewa przez Armię Czerwoną wraca i kat do swej zbrodniczej instytucji, ale już jako oficer, obejmując funkcję naczelnika. Mieszkał na stałe w murach swego mamra, gdyż bał się pokazać w mieście. Za czyny, które ciążyły na nim, mieszkańcy Mohylewa chcieli dokonać samosądu. Posiadał zapewne kompleks swych zbrodni, a zatem i lęku, przez co pozostał dożywotnim skazańcem swego zakładu. Za to co uczynił, był znienawidzony przez wszystkich i dlatego też unikał kontaktu z ludźmi, a oni z nim. Był zamknięty w sobie i swojej przeszłości, bo jego jedynym sprzymierzeńcem był totalitarny reżym, który go stworzył i ukształtował. Chudy, zasuszony niby żywa mumia w mundurze czekisty – symbolizował koniec epoki, która odchodziła wraz ze śmiercią Stalina. (s.144-145)”.
O zepsuciu i moralnym upadku radzieckich funkcjonariuszy może świadczyć, również historia majora sowieckiej armii Leniszyna, który zamordował jednego z kolegów Autora, tylko dlatego, że tamten nie oddał mu starej, zniszczonej kufajki.
Rafał Pławiński podkreślał, że nie wszystkich okrutnych funkcjonariuszy Związku Radzieckiego cechował prymitywizm. Wręcz przeciwnie, wśród nich znajdowali się też tacy jak zastępca szefa połockiej bezpieki. kapitan Nikonow, który z jednej strony uwielbiał teatr, muzykę, literaturę i historię, a z drugiej strony był wyjątkowo brutalny. Celowo nawet, aby zwieść więźnia, potrafił skrytykować język prasy sowieckiej, wskazując na jego skostniałość i sloganizm. Jak podsumowywał Autor: ,,Był człowiekiem złym, cynicznym i świetnie nadawał się do epoki, w której sam czuł się dobrze (s.92)”.
Warto jednak wspomnieć, że Autor na łamach swojej książki, wielokrotnie przedstawia także pozytywne sylwetki obywateli Związki Radzieckiego, w tym Rosjan, którzy chociaż nie zawsze byli bohaterami, to próbowali zachowywać się przyzwoicie. Jednym z nich był batiuszka Nasiekajło, który był głęboko wierzącym człowiekiem i w więzieniu, na ile tylko potrafił wspierał duchowo swoich towarzyszy niewoli. Także niektórzy więzienni dozorcy, również starali się podtrzymywać na duchu uwięzionych. Inną pozytywną postacią był Rosjanin Sierkin, który nauczył Autora swojego fachu, czyli stolarki. Tym samym też uratował mu życie, gdyż ta umiejętność pozwalała na awans w łagrowej hierarchii i otrzymanie nieco lżejszą pracę. Warto dodać, że sam Sierkin, został skazany na 25 lat łagru, chociaż podczas II wojny światowej walczył z Niemcami i jako jeniec trafił do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen. Także Białorusin – Iwan Nikołajewicz – obozowy lekarz, dzięki swojej ofiarnej posłudze uratował niejednemu więźniowi życie, w tym samemu Autorowi, o czym on kilkukrotnie z wdzięcznością wspomina na łamach swojej opowieści. Warto tutaj podkreślić, że Rafał Pławiński, pomimo doznania tak wielu krzywd, podkreśla, że na swojej drodze spotkał ,,dobrych Rosjan”, a także nie krytykuje samej rosyjskiej narodowości, a jedynie totalitarny reżim i osoby, które jawnie przyczyniły się do jego zbudowania i trwania.
Nowa lektura szkolna?
,,W szponach Gułagu”, to jedno z najcenniejszych dzieł dokumentujących losy Polaków zesłanych na Syberię. Podczas nowej redakcji powieści, można byłoby ją jeszcze jednak udoskonalić, poprzez dokonanie skrótów w niektórych momentach. Dzięki temu zabiegowi, ekspresja byłaby jeszcze lepsza, a najważniejsze wątki bardziej wyeksponowane. Szczególnie warto byłoby pomyśleć, nad edycją, pierwszego rozdziału, który pomimo tego, że interesujący i pokazujący kontrast pomiędzy życiem w przedwojennej Polsce, a w łagrze, to może być trochę nużący dla czytelnika. Można byłoby go połączyć z drugim rozdziałem, gdzie opisane są przeżycia innych osób, które zostały aresztowane przez NKWD i zesłane na Sybir, jeszcze w trakcie II wojny światowej.
Niemniej jednak, książkę, pomimo (417 stron) i przede wszystkim trudnej tematyki, czyta się szybko. Autor, pomimo tego, że opisuje dramatyczne wydarzenia, w tym okrucieństwa radzieckich żołnierzy i funkcjonariuszy, nie epatuje niepotrzebnym turpizmem. Historia swoim klimatem i sposobem opisuje przypomina najbardziej właśnie ,,Inny Świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. To nie tylko dokumentalny zapis obozowej codzienności, ale rozbudowane studium psychologiczne ofiar i oprawców, gdzie zostały dokładnie opisywane wszystkie ciemne strony osobowości, a także mechanizmy działania totalitarnego reżimu.
,,W szponach Gułagu” na pewno poleciłabym wszystkim osobom, które interesują się historią współczesną, a szczególnie uczniom liceum, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę z tego przedmiotu. Według mnie, ,,W szponach Gułagu” powinna zostać zaliczona do kanonu lektur obowiązkowych, a przynajmniej nadobowiązkowych. Zwłaszcza, że pozytywną opinię na temat książki, w tym takie właśnie zalecenie wydał Instytut Pamięci Narodowej. Pozycja może być również ważną publikacją dla badaczy totalitaryzmów XX wieku, w tym historyków, socjologów, ale również specjalistów od bezpieczeństwa międzynarodowego. Opisane przez Autora w książce mechanizmy działania totalitarnego reżimu, są bowiem niestety wciąż wyjątkowo aktualne we współczesnych państwach totalitarnych.
*
Warto wspomnieć, że wśród wielu Organizacji i Stowarzyszeń, pamięć o Polakach deportowanych na Syberię przez stalinowski reżim, kultywuje również Związek Sybiraków III R.P. W ich siedzibie, która znajduje się we Wrocławiu na ulicy Bolesława Chrobrego, można przede wszystkim spotkać się ze Świadkami Historii, a także skorzystać z obszernej biblioteki, a także archiwum, gdzie zostały spisane wspomnienia Członków Związku, z tego okresu.