
Legenda o Wieży Pereł
Za siedmioma kometami, za siedmioma asteroidami, za siedmioma księżycami znajdowała się niewielka srebrzysta planeta. A na niej, na samym środku morza, na wysepce, wyrastała, wysoka na siedem stóp, wykonana z glazurowanych, siedmiobarwnych kafelków Wieża Pereł. I jak nazwa zdradzała, była ona po brzegi wypełniona nieprzebranymi kulistymi skarbami. Na jej temat powstało wiele legend, nierzadko sprzecznych ze sobą. A to z podań, które najbardziej przemawiało do serca słuchającego odkrywało zakamarki jego duszy.
Według najstarszych zapisków mistyków, początkowo wieża znajdowała się całkowicie pod wodą i była domem dla wielu skorupiaków, w tym potężnych małż. Pewnego razu nastało jednak trzęsienie ziemie i część wód rozstąpiła się, odsłaniając zagadkową budowlę. Następnie rozszalała się potężna burza, z piorunami, które zaczęły uderzać w budowlę. Nie zniszczyły jej jednak, całkowicie, gdyż część ich energii została uwięziona w małżach, które na chwilę otworzyły się i następnie połknęły ogniste kule. Po jakimś czasie pogoda uspokoiła się a księżyc swoimi promieniami łagodnie opatulił smukły budynek. Część z nich dostało się także do wnętrza a nawet przeniknęło, w głąb wszystkich przebywających tam żyjątek. Następnego ranka o wydarzeniach z burzliwej nocy, przypominały krople rosy. Jednak i one szybko zniknęły, nie tylko za sprawą, tym razem ciepłych promieni słońca, ale także małż, które je chciwie wypiły, spragnione po całonocnej walce, ze wszystkimi żywiołami. Po dziewięciu dniach, kiedy ponownie się otworzyły w ich wnętrzu można było dostrzec nieregularne, twarde, połyskujące grudki – w kolorze od kości słoniowej, po prawie nieprzeniknioną czerń. W nich to zawierała się esencja: ognistego pioruna, księżycowego wiatru, morskiej rosy oraz małż, które choć żyły w wodzie, to narodziły się z ziemi. W naturze bowiem wszystko musi żyć w harmonii a wszelkie elementy pozostawać w równowadze, aby powstało coś trwałego i pięknego. Natomiast każda zmiana, nawet ta gwałtowana, jest dobra, jeśli tylko prowadzi do odrodzenia się harmonii.
Z kolei uczeni próbowali racjonalnie tłumaczyć powstanie Wieży Pereł, stwierdzając, że, wspomniane drogocenne klejnoty, symbolizujące mądrość, umieścił tam jeden z cesarzy. Wszystko zaczęło się od tego, że znudzony rządzeniem monarcha, powierzywszy najpierw władzę swojemu następcy, wyruszył w wieloletnią podroż w poszukiwaniu sensu życia. Wiele zobaczył, przeżył i zrozumiał. A swoje przemyślenia spisał i rozkazał umieścić manuskrypty w jednej z pałacowych wież. Wkrótce zaprosił też na dwór mędrców z ośmiu stron wszechświata, aby i oni podzielili się z jego królestwem swoją wiedzą. Po czym, wszystkie ich dzieła także nakazał zachować dla potomnych. I tak, chociaż, wieki przeminęły a dynastia upadła, to biblioteka oraz pamięć o cesarzu – filozofie przetrwała. Dlaczego więc wieża, została nazwana perłową? Gdyż każdy manuskrypt, został właśnie przewiązany sznurem pereł a cały zbiór zyskał miano perłowego. Jak tłumaczono później, zdobycie wiedzy wymaga tyle samo wysiłku co stworzenie przez małża perły a przez nurka jej odnalezienie, ale rozjaśnia ona podobnie duchowe mroki, jak perła głębiny morskie.
W ciężkich czasach, zyskiwała też popularność legenda o obrońcach wieży, która według ustaleń historyków miała naprawdę miejsce, aczkolwiek zaznaczali przy tym, że jej fabuła upiększyła samo wydarzenie. Jak podawała ona, potężna budowla, była chlubą i symbolem potężnego i zamożnego portowego miasta. A w czasach pokoju służyła zarówno jako skarbiec jak i latarnia morska, która była drogowskazem dla statków przybywających w te strony. Kupców, chcących zawitać do metropolii, było zawsze wielu, gdyż i tereny były wyjątkowo zasobne i to nie tylko w ryby czy w owoce morza, ale także perły oraz wszelkie podziemne złoża. Szybko więc w tę stronę przybywać mieli także rabusie. Miejscowej ludności zazwyczaj udawało się przegonić nieproszonych gości, ale pewnego razu siły piratów okazały się przeważające, gdyż były silnie wspierane przez oddziały wrogiego im królestwa. Nie zgasiło to jednak ducha obrońców, którzy dzielnie stawili opór. Szala zwycięstwa przeważała się raz na tą a raz na drugą stronę. Ostatecznie jednak siły nieprzyjaciela przełamały opór i dotarły aż pod samą wieżę, gdzie schroniła się cywilna ludność. Oblężeni nadal jednak dzielnie się odpierali ataki, a kiedy skończyła im się amunicja, to jako pocisków zaczęli używać nawet drogocennych pereł. Zdesperowani, bowiem zaczęli się bronić tego co dla nich najważniejsze, nie zważając przy tym na wszelkie inne koszty. Jak się okazało, sam chwyt zadziałał, gdyż nie tylko ten manewr zaskoczył wroga, ale wywołał niesnaski w jego szeregach, gdyż pomiędzy piratami a żołdakami wnet doszło do walk o łupy. Oni bowiem tak naprawdę walczyli tylko o zyski a nie o sprawiedliwość, jak wmawiała im propaganda, kiedy wyruszali na bój. To sprawiło, że obrońcy ponownie szybko przejęli inicjatywę i przegnali najeźdźców na cztery strony wszechświata.
Teologowie jednak uważali, że sama kraina wcale nie istniała w świecie rzeczywistym a jedynie duchowym, gdyż jak podawali, nie można było do niej dotrzeć ani drogą morską, ani powietrzną, ani lądową a tylko za pomocą myśli, a wszystkie wcześniejsze legendy były jedynie metaforą. Kto jednak miał rację: mistycy, uczeni, historycy czy teologowie? Wszyscy po trochę, ale nikt w całości. Gdyż Wieża Pereł była mitem, więc nie można było jej wskazać na mapie, ale zarazem istniała w tysiącach wersji, opowiadanych przez następne pokolenia i odzwierciedlała się w tysiącach ludzkich historii, na tysiącach zamieszkałych przez nich planetach…
Legenda zaczerpnięta z Przypowieści z Dalekich Mgławic
Mini rodzinne wydawnictwo + Recenzje książek innych Wydawnictw