Tetsuji Takaoka, ,,Spełniona Obietnica”, tłum. Joanna Kaniewska, Yumeka, 2024.

Czy ,,Spełniona obietnica” to obietnica dobrej lektury? Uprzedzając domysły, zawyrokuję, że tak. Zwłaszcza, że jest to nomen, omen, ,,fantastyczna kronika” i to nie tylko w przenośni, ale również dosłownie. Ale nie tylko, gdyż w powieści, oprócz licznych nawiązań do kultury Azji Wschodniej i wydarzeń z tego kontynentu sprzed tysięcy lat, odnajdziemy wiele uniwersalnych, dla każdej kultury prawd, które są jak najbardziej aktualne, również w Polsce XXI wieku.

Spełniona Obietnica”, to jedna z ciekawszych pozycji na rynku szeroko rozumianej literatury azjatyckiej, która obecnie przeżywa renesans. Jednak znacznie różni się ona od typowych mainstremowych dzieł, co moim zdaniem dodaje jej kolorytu. Zacznijmy jednak od początku.

Mamy do czynienia z trzema, a nawet, jeśli się uprzeć, to czterema liniami fabularnymi. Pierwsza z nich toczy się w czasach współczesnych (aczkolwiek akcja rozciąga się w okresie 70 lat), począwszy tutaj od czasów powojennych, a dokładnie zakończenia wojny domowej w Chinach i powstanie Chińskiej Republiki Ludowej (aczkolwiek w książce mowa jest o państwie Pięciu Krain, czyli Wuzhou), aż do XXI wieku. Głównym bohaterem jest Liang Qihe – archeolog z powołania, który gotowy jest poświecić nie tylko swoją karierę naukową, ale nawet rodzinę, aby rozwikłać zagadkę tajemniczej strzały – jedynego dowodu na istnienie tajemniczej dynastii. W tym celu zgłębia on dwa historyczne traktaty (aczkolwiek bardziej adekwatnym słowem byłby fabularyzowany zbiór legend) ,,Opowieści o Królestwach Południa – Dienan” oraz ,,Dziesięć kronik pokoleń boskich władców”. Jak się później dowiadujemy, jego dzieło kontynuuje jeszcze kilku innych niezłomnych badaczy, którzy również wertują wspomniane źródła historyczne.

Następnie czytelnik, poznaje dwie oddzielne historię. W pierwszej z nich Maijiu – trzynastoletni łucznik z Czarnej Krainy (Xuan) udaje się na Święto Wina i Łuku, który rozgrywa się w najświętszym miejscu państwa Pięciu Krain (Wuzhou) – Żółtej Równiny. Tam też poznaje tajemniczą księżniczkę Yaohua (starszą) z niewielkiego państewka Dienan. Następnie akcja przeskakuje 12 pokoleń dalej, kiedy to 43 201 (proszę zapamiętać tę cyfrę) syn cesarza Ma – Zhengqi, poznaje odległą potomkinię Yaohua, również Yaohuę (młodszą). Jak tłumaczą bowiem kroniki Yaohua – to był tytuł oznaczający Kwietnią Księżniczkę.

Początkowo może wydawać się, że trzy opowieści niewiele mają ze sobą wspólnego, ot zbiór legend. Jednak czytelnik szybko się domyśli, że postacie, które dzieli od kilkuset, do nawet pięciu tysięcy lat, są ze sobą ściśle powiązane. Przy czym, te niewidzialne nici, nie są takie oczywiste i nie można tutaj mówić o prostych paralelach. Jedną ze wskazówkę, może być właśnie wątek liczby 43 201, który pojawia się kilkukrotnie, przy różnych okazjach.

Moim zdaniem największą siłą tej powieści (jeśli tak można to nazwać), jest właśnie niezwykle, plastyczny i barwny język (wielkie ukłony dla tłumaczki – Joanny Kaniewskiej). Tetsuji Takaoka – autor tej powieści, słusznie został za nią uhonorowany Japan Fantasy Novel Award. A to jego debiut! Takaoka, wykonał nie tylko niezwykły research historyczny, ale napisał całą powieść w stylu ,,kronikarskim”. Wszystkie zasady kompozycji i specyficzny gawędziarski charakter tego typu źródeł, został pełni odtworzony. Widać, to już od samego początku, kiedy pierwszy rozdział ,,Opowieści o Cynobronowych Królestwach Południa – Dienan”, zaczyna się opisem początku świata (zgodnie z zasadami chińskiej kosmologii i Yin Yang), który mógłby pojawić się w każdej szanującej się kronice. Mimo wszystkiego zawartą w nich historię czyta się dosyć szybko i sprawnie i nawet dla osoby, która nie miała wcześniej styczności z annałami z Azji Południowo-Wschodniej, nie będzie on trudny w odbiorze. Warto też przy tym zauważyć, że akcja powieści jest nierównomierna, czasami niespieszna, nawet wręcz powolna, a opisy wysmakowane, jednak po chwili nabiera ona tępa, a wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie i aż czuć ciężar (nomen, omen) historii.

Każda z tych historii zawiera również przesłanie, tak jak na starożytne chińskie i japońskie teksty przystało. Tak samo jak ich zadaniem nie było tylko opisanie najdawniejszych dziejów, ale również umoralnienie czytelnika, poprzez przekazanie mu w alegoryczny sposób: konfucjańskich, buddyjskich czy taoistycznych mądrości. W przypadku historii łucznika Maijiu silnie kładziony jest nacisk na samodoskonalenie się bohatera, a także poznajemy, nawet dzisiaj aktualnie wybrzmiewającą historię, o tym jak zdolny chłopiec z biednej rodziny, taki przysłowiowy ,,Antek” ,,Bolesława Prusa”, czy ,,Janko Muzykant” Henryka Sienkiewicza, próbuje pokonać przeciwności i osiągnąć coś w życiu, a dorośli opiekunowie wcale mu w tym nie pomagają. Z drugiej strony, Czarna Kraina, skąd pochodzi Maijiu może symbolizować kulturę zbieracką, zaś Żółta Równina, czy Dienan – kraina Kwietnej Księżniczki Yaohua (starszej) – kulturę rolniczą. W tym przypadku historia chłopca, a później młodego młodzieńca odzwierciedla przejście od jednej kultury do drugiej. Pozostając jednak przy uniwersalnych, ponadczasowych motywach, spodobał mi się również wątek zmiany wianka na łuk, który, można odczytywać, jako przestrogę przed zatraceniem się w dążeniu do samodoskonalenia i poprawy sytuacji społecznej za wszelką cenę, nawet kosztem relacji z innymi osobami.

W ,,Spełnionej Obietnicy”, pojawia się także wątek również Ludzi Nauki, którzy są obdarowani władzą i mądrością od Bóstw Ziemi, a także Ludzi Handlu, którzy są chciwi i przebiegli, a także słabsi (nie tylko moralnie, ale i fizycznie). W tym przypadku, autor widocznie nawiązuje do kultury konfucjańskiej, gdzie uczeni stanowili elitę rządzącą (idea merytokracji), a kupcy, którzy mieliw jedynie pomnażać dobra i żyć z cudzej pracy, znajdowali się wyjątkowo nisko w społecznej hierarchii (pomimo, że nierzadko byli bogatsi niż uczeni).

Ważną rolę odgrywają również mrówki, ale ostrzegam, że ich wątek, jest dosyć makabryczny. Niemniej, aby nie zdradzać tutaj fabuły, widzę tutaj pewną inspirację książką Liu Cixina ,,O mrówkach i dinozaurach”. Aczkolwiek, można ten wątek czytać również symbolicznie jako opętanie i zniewolenie przez grzech (używając chrześcijańskiej nomenklatury). Najważniejsi przywódcy mrówek, noszą bowiem imiona, które w wolnym tłumaczeniu symbolizują pięć największych słabości człowieka w buddyzmie.

Mamy również liczne inspiracje historyczne. Państwo rządzone przez Daduna – pierwszego cesarskiego księcia Kuang, przypomina totalitarne państwo pierwszego cesarza Shi Huangdi, a jedna z jego inicjatyw żywcem, nie tylko rozmachem, ale i okrucieństwem, a budowę, w tym akurat kontekście, niesławnego Chińskiego Muru. Z kolei Shaoze – piąty cesarski książę, będący doradcą Daduna, byłby odpowiednikiem Li Sy – przebiegłego kanclerza i zausznika Shi Huang Di, a Zapieczętowana Twierdza – siedziba Cesarza Ma, przypominała, zarówno opisem jak i funkcją (jako zarówno centrum administracyjnym i siedzibą władcy), nieco Zakazany Pałac. Rola samego cesarza stanowi w powieści połączenie cesarza chińskiego i japońskiego. Cesarz Ma, tak jak chiński władca, miał panować centrum świata i tytułować się Panem Środka, jednak nie był on jedynie namiestnikiem Nieba (Siły Wyższej), ale bóstwem samym w sobie, jak miało to w przypadku Japonii, a nie Chin. 

Z kolei Kraina Kwietniej Królowej Yaohuy – Dienan, wzorowana była na Japonii. W tym przypadku pierwowzorem Yaohua – byłaby legendarną władczynią-szamanką Himiko (znana również jako Himeko bądź Pimiko), bądź jej późniejszą następczynią – piętnastoletnią  Iyo. Ewentualnie, ale to chyba jednak już zbyt daleko idąca analogia, Yaohua (starsza), która poznała łucznika Maijiu mogłaby być Himiko, a Yaohua (młodsza), która zaprzyjaźniła się z synem cesarza Ma – Zhengqi mogłaby być Iyo. Obie Yaohuy, są bowiem wyjątkowo młode, a także władają potężną potęgą kwiatów, czyli są jakby odpowiednikami szamanek. Także zbudowana na rozkaz Zhengqi – świątynia przypomina swoim opisem słynny japoński zabytek Yumedono – Świątynię Snów.

We ,,współczesnej części” powieści pojawia się również wyspa Zhubai (noszące dawniej miano Dienan). Jak zaznacza to Tłumaczka, pierwowzorem dla ,,współczesnej wyspy”, była jednak już nie Japonia, ale Tajwan. Niemniej, w powieści pojawiają się również wątki japońskie. Jeden z bohaterów, Tanabe Naofumi, parę razy wspomina o swojej ojczyźnie (nie wymienia jednak jej imienia), która sąsiaduje właśnie z wyspą Zhubai oraz Wuzhou. Tutaj na szczególną uwagę zwraca imię i nazwisko bohatera, które choć zapisane chińskimi znakami, odczytywane są w sposób japoński. Warto tutaj wyjaśnić, że w języku japońskim, oprócz dwóch sylabariuszy: hiragany i katakany, używa się równoczesne, tradycyjnych chińskich znaków. Jednak ich czytanie, jest oczywiście odmienne od chińskiego i dostosowane do japońskiej fonetyki. W przypadku oddzielnych znaków stosuje się czytanie rdzennie japońskie – kun’yomi, a w przypadku, kiedy dany znak stanowi część wyrażenia – czytanie sino-japońskie – on’yomi.

Podsumowując, komu warto polecić tę powieść? Na pewno miłośnikom szeroko rozumianej literatury azjatyckiej, a szczególnie chińskiej i japońskiej. Sinolodzy i japoniści znajdą w niej wiele smaczków i będą mieli podwójną radość z czytania. Koreanistów również gorąco zachęcam do sięgnięcia po tą książkę. Ale nie tylko miłośnicy Azji Wschodniej będą ukontentowani. Powieść powinna się spodobać, wszystkim miłośnikom literatury z dreszczykiem, weird history, a także opowieści typu kaidan.

Źródło zdjęcia: Lubimy Czytać

Projekt: Canva

Opublikowane przez Katarzyna Michalewicz

Rodzinne Mini Wydawnictwo + Blog o recenzjach innych ciekawych książek (szczególnie tych związanych z Azją)

2 myśli na temat “Tetsuji Takaoka, ,,Spełniona Obietnica”, tłum. Joanna Kaniewska, Yumeka, 2024.

  1. Cześć, z tej strony Asia, tłumaczka i autorka posłowia 😉 Przeczytałam całą twoją recenzję i naprawdę ją doceniam – zwłaszcza rozpisanie wszystkich nawiązań. Natomiast chciałabym uściślić jedną rzecz, bo widzę, że moje posłowie paradoksalnie namieszało w interpretacji. Zresztą wróciłam do niego i przyznaję, za dużo znaczenia zawiesiłam na jednym przecinku, który można łatwo przegapić albo źle zinterpretować. Głupio mi, mogłam to zrobić lepiej. Ale do rzeczy… Według mnie Zhubai to jak najbardziej jest odpowiednik Tajwanu – co zresztą potwierdzają też niektóre japońskojęzyczne recenzje. Nazwa „Japonii” nigdy w powieści nie pada, ale Naofumi parę razy wspomina o swojej ojczyźnie, o tym, że leciał z kraju rodzinnego na Zhubai, a potem do Wuzhou. I ta nienazwana domyślna ojczyzna (czy też raczej matczyzna, bo jeśli pamięć mnie nie myli, w oryginale padło tam słowo 母国, czyli dosłownie „kraj matki”) to jest moim zdaniem Japonia – na co wskazuje również nazwisko rodziny Tanabe. Niby to nie jest aż tak ważne, ale jednak, czuję, że muszę naprostować to, co namieszałam 🥺👉👈

    Polubienie

Dodaj komentarz