
Niezwykła opowieść byłego członka północnokoreańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który opisując swoje życie, świetnie oddaje absurdy komunistycznego państwa. Jest to lektura obowiązkowa nie tylko dla osób, które interesują się Azją Wschodnią, ale też dla tych, którzy chcą poznać mechanizmy działania reżimu.
,,Byłem Północnokorańskim dyplomatą” to wywiad-rzeka Nicolasa Levi z Han Jin-myungiem – byłym dyplomatą, który sprawował m.in. funkcję trzeciego sekretarza w północnokoreańskiej ambasadzie w Wietnamie. Składa się on z dwóch części: historii życia pana Hana oraz dyskusji na temat sytuacji w Korei Północnej, także opisującej wpływ tego komunistycznego państwa, na geopolitykę oraz bezpieczeństwo międzynarodowe. Autor wspomnień porusza bowiem także tematykę związaną z: polityką zagraniczną Korei Północnej, użyciem dronów, sytuacją gospodarczą i społeczną, dodatkowo pokrótce omawia sytuację dynastii Kimów, a także kwestie związane ze zjednoczeniem Korei. Ciekawym uzupełnieniem publikacji są również zdjęcia Autora z czasów jego pobytu m.in. Wietnamie, Korei Południowej oraz Wielkiej Brytanii.
Wspomnienia Han Jin-myunga są wyjątkowe, ze względu na pochodzenie Autora. Urodził się on bowiem w guyoku (odpowiednik dzielnicy) w stolicy Korei Północnej. Należał przy tym do rodziny bohaterów wojennych, gdyż jego dziadkowie walczyli w Wojnie Koreańskiej (dostali sześć (sic!) certyfikatów bezpieczeństwa). Z tego też względu młody Han miał możliwość studiowania na Uniwersytecie Studiów Zagranicznych w Pjongjangu, a po odbyciu wieloletniej służby wojskowej Koreańskiej Armii Ludowej, otrzymania pracy w północnokoreańskiej MSZ. W tym przypadku mamy do czynienia z narracją osoby, która lepiej niż osoba z spoza elit, może opisać mechanizmy rządzące komunistycznym państwem, na najwyższym szczeblu.
Wielką zaletą książki są właśnie wplecione, szczegółowe dygresje, które ukazują, jak działa komunistyczny reżim od podszewki. Han Jin-myung opisując po kolei swoje koleje życia, właśnie kładzie nacisk na ukazanie tych absurdów. Przykładowo władze Katedry Języków, aby ukryć, że tak mało szkolą studentów, to panu Hanowi i jego kolegom z całej katedry kazali udawać przed zagraniczną delegacją, że są jednym rocznikiem. Z kolei Han Jin-myung jako żołnierz, przydzielony do obsługi samolotów, na specjalnych kursach musiał uczyć się ze starych, nieprzystępnych rosyjskich podręczników. Ponadto wraz z kolegami, którzy podobnie jak on byli przygotowywani do obsługi dronów, spał w baraku z wybitymi oknami, który bardziej przypominał ruinę niż pomieszczenie.
Han Jin-myung świetnie opisuje również absurdy działające w północnokoreańskim MSZ oraz w samej dyplomacji. Przykładowo w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, o czym nie mówi się oficjalnie, działa specjalny departament odpowiedzialny za przygotowywanie dokumentów dla Kim Dzong Una, a jednym z kryteriów, aby dokument trafił do bezpośrednio do przywódcy, jest sporządzenie go przy użyciu preferowanej przez dyktatora, specjalnej czcionki i koloru. Ponadto MSZ, nieoficjalnie, zarządza również i to bezpośrednio, wieloma przedsiębiorstwami. Innym przykładem komunistycznego absurdu było zamawianie towarów luksusowych (niedostępnych w Korei Północnej) jako prezentów dla wysoko postawionych zagranicznych gości, przez bank Daesong, który… współfinansował działalność ministerstwa.
Autor wielokrotnie wspomina również o absurdach związanych z wszechobecną propagandą. Przykładowo po śmierci Kim Dzong Ila, do wszystkich dyplomatycznych placówek wysłano szczegółowe instrukcje, aby każdy kto składał kwiaty został sfilmowany. Tak przygotowane filmy miały zostać przekazane do Korei Północnej. Ponadto, w głównych pomieszczeniach ambasady w Wietnamie widniały slogany wspierające reżim Kim Dzong Una, a jeden z nich „Wielki towarzysz Kim Ir Sen i towarzysz Kim Dzong Il są z nami na zawsze”, znajdował się nawet w sali karaoke. Także o tym, czy ktoś w ogóle został zatrudniony w MSZ, decydowało, oprócz bardzo dobrych wyników w nauce, przede wszystkim nienaganna lojalność, zarówno własna jak i rodziny, wobec Partii Pracy Korei.
Powszechna była także inwigilacja. Autor wspomnień kilkukrotnie wspomina, że obawiał się wyrażania swoich myśli na głos i dyskusji, które mogłyby zaszkodzić. ,,Nasza codzienność to przede wszystkim wzajemna inwigilacja. Nie chodziło tylko o pracę: kontrolowano także nasze myśli, poglądy, nawet nastroje. Oficjalnie nie wolno nam było wychodzić samemu, zawsze w parach. Samodzielne wyjście do restauracji było zakazane, choć czasem udawało się to obejść, zapraszając kogoś do wspólnego posiłku. Najczęściej jadaliśmy w dwóch północnokoreańskich restauracjach działających w Hanoi. Zdarzało się, że przy stole rozmawialiśmy krytycznie o systemie, ale zawsze z obawą, czy ktoś nie doniesie” (s.66). Jak Autor później jeszcze tłumaczył, że opracowując materiały propagandowe, zawsze musiał to robić w parze z inną osobą, gdyż oboje musieli wzajemnie się pilnować.
Praca dyplomaty północnokoreańskiego, pomimo tego, że pracownicy należeli do elity nie była usłana różami. Wręcz przeciwnie trwała ona codziennie po dziesięć lub jedenaście godzin (nierzadko zdarzały się jeszcze nocne dyżury), a zamiast urlopu, pracownicy byli kierowani do pracy fizycznej. Wśród nich, Han Jin-myung miał szasnę poznać osobę, która obecnie pracuje w Ambasadzie Korei Północnej w… Polsce.
Ponadto pensja dyplomaty nie wystarczała na utrzymanie się. Dlatego dyplomaci musieli dodatkowo zarabiać, przeważnie trudniąc się przy tym nielegalnym handlem, w tym przemytem cygar, żeń-szenia czy leków. Przy aprobacie rządu Korei Północnej, dyplomaci zajmowali się również handlem narkotykami, fałszywymi dolarami czy praniem pieniędzmi. Jak podkreślał autor istniały różne ,,specjalizacje” w zależności od regionu. Przykładowo w Azji handlowano nielegalnie samochodami a w Afryce przemycano m.in. kość słooniową i to nierzadko w (sić!) w torbach dyplomatycznych. Z tego też powodu, Korea Północna miała utrzymywać tak wiele ambasad w Afryce. Autor wspomnień zaznaczał z kolei, że on zajmował się handlem luksusowymi samochodami, a obrót nimi był możliwy, gdyż placówka na posiadała ich na stanie kilkadziesiąt. Znaczną część zysku około cztery piąte tak zarobionych pieniędzy, musieli oni oddawać na tzw. fundusz lojalnościowy, który zasilał reżim podwójnie. Po pierwsze otrzymywał on pieniądze, poza tym tego typu haracze, które zapewniały danemu dyplomacie nadal piastowanie stanowisko, stanowiły również formę reżimowej kontroli.
Innym przykładem skrajnej biedy dyplomatów, był fakt, że pracownicy jednej z placówek dyplomatycznych w jednym z krajów arabskich, musieli dostać się do Kataru pieszo, przemierzając w ten sposób m.in. pustynię. Ponadto nierzadkie były przypadki, kiedy to północnokoreańscy dyplomaci, przed opuszczeniem placówki i wynajmowanych przez reżim mieszkań, potajemnie ogałacali je z mebli, w tym przede wszystkim mebli oraz artykułów gospodarstwa domowego.
Autor wspomina również o swojej ucieczce. Nie jest to jednak opis, bazujący na sensacyjności, ale ukazujący tragizm konieczności dokonania niemożliwego wręcz wyboru. Han Jin-myung pośrednio został do niej zmuszany przez reżim. Wpływ na jego decyzję miała konieczność płacenia coraz większych haraczy przełożonemu, ryzyko związane z czystkami politycznymi, a także znalezieniem dokumentów z Południa u kolegi z pracy. Te wszystkie trzy czynniki jasno wskazywały, że Autor najprawdopodobniej może zostać nawet aresztowany, a konsekwencje dotknęłyby również jego rodzinę. Z drugiej strony ucieczka również narażała (i nadal naraża) bliskich pana Hana na śmiertelne niebezpieczeństwo. Jak sam podkreśla Autor wspomnień ,,Ucieczka nie była więc aktem pragnienia wolności, lecz desperacką reakcją na strach. Najgorsze były chwile, gdy zostawałem sam ze swoimi myślami: Co dzieje się z moją żoną i dziećmi? Czy trafią do obozu, bo ja uciekłem? Czy jeszcze żyją? Brak informacji był torturą” (s.73).
Książka to również opowieść człowieka, który wkroczył również do zupełnie obecnego, wcześniej uważanego za wyjątkowo wrogi, świata. Pierwszym krokiem był wyjazd do Hanoi, jeszcze jako północnokoreański dyplomata. ,,W pierwszych dniach często wychodziłem na spacery. Hanoi nie przypominało niczego, co znałem z Pjongjangu. To był zupełnie inny świat. Czułem się jak dziecko, patrzyłem na wszystko z otwartymi oczami: pełne sklepy, różnorodność towarów, samochody, motocykle, kobiety w kolorowych ubraniach. Miasto pulsowało hałasem i życiem, wieloetniczną społecznością, kakofonią dźwięków” (s.57). Z kolei tak Autor wspomina pierwsze chwile w Korei Południowej. ,,Po przylocie do Seulu poczułem trudną do opisania mieszankę strachu i ekscytacji. Z jednej strony lęk przed nieznanym: znalazłem się w kraju, o którym przez całe życie uczono mnie, że jest „śmiertelnym wrogiem narodu”. Zastanawiałem się jak przyjmą mnie Koreańczycy z Południa, czy potraktują mnie jak zdrajcę, czy jak brata? Z drugiej strony była też niepewność co do codzienności. Trafiłem do społeczeństwa, które pod względem poziomu życia, kultury i wolności różniło się diametralnie od tego, co znałem w Pjongjangu.” (s.76).
Han Jin-myung, na ile to możliwe, dokładnie opisuje swoje perypetie i próby przystosowania się do nowej rzeczywistości. Podkreśla, że wciąż musiał zmagać się z adaptacją w nowym środowisku, w tym walką z dyskryminacją ze względu na pochodzenie, poczuciem obawy i tęsknotą za rodziną, a także radzeniem sobie ze strachem przed zemstą ze strony służb Korei Północnej. Jak sam wspomina, ,,To było jak nagłe wrzucenie człowieka z zamkniętego świata do oceanu wolności” (s.77). Warto dodać, że z licznymi, nierzadko podobnymi trudnościami Autor, wraz z rodziną musiał borykać się również w Wielkiej Brytanii. Dlatego jego świadectwo jasno wskazuje, że ucieczka z komunistycznego reżimu, to dopiero jeden z etapów długiej drogi, do zbudowania sobie stabilnego życia i odnalezienia się w demokratycznym, nowoczesnym społeczeństwie.
Komu poleciłabym książkę. Według mnie jest to lektura obowiązkowa przede wszystkim dla politologów, ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem międzynarodowym, a także specjalistów od Azji Wschodniej. Z drugiej strony uważam, że książka powinna trafić do jak najszerszego grona odbiorców, gdyż porusza ważną tematykę, jak wygląda naprawdę życie w komunistycznym, totalitarnym państwie.
Źródło zdjęcia: Lubimy Czytać