
,,Barbara i Heretyk” to kolejny, czwarty już tom w historycznej kolekcji Gabrieli Feliksik. Czytając ją ponownie możemy przenieść się kilkaset lat wstecz, tym razem jednak do XIII Europy. Główni bohaterowie, aby zawalczyć o swoją miłość będą musieli nie tylko przezwyciężyć zewnętrzne przeszkody, ale również te wewnętrzne, kryjące się w zakamarkach ich duszy, odpowiadając sobie na fundamentalne pytanie, czym jest dla nich nadzieja, miłość i wiara.
Dużą zaletą powieści są główni bohaterowie, a przede wszystkim Tomasz, czyli wspomniany heretyk. Na łamach kart widać jak jego postać ewoluuje, począwszy od nastolatka, który jest głęboko wierzącym katarem, po dojrzałego mężczyznę, który staje się otwarty na inne wyznania, a nawet wiąże się z kobietą, która nie jest katarką. Interesujące są jego przemyślenia na temat religii katolickiej, a przemianę widać wtedy, kiedy zaczyna doceniać pracę duchownych w Zakonie Świętego Łazarza, a nawet modli się w ich kaplicy, chociaż nadal jest wierny swojemu wyznaniu.
Postać głównej bohaterki Barbary, także ewoluuje. Widać to jednak nie na przykładzie religii, ale stosunku do miłości. Początkowo jest ona gotowa zrobić wszystko dla swojego ukochanego Tomasza, ale później powoli zaczyna myśleć również o własnym szczęściu. Można prześledzić jak jej uczucie powoli zmienia się, stając się przy tym głębsze. Ogólnie perypetie miłosne dwojga głównych bohaterów, które zresztą stanowią oś wydarzeń, jest dobrze przemyślana i chociaż mało prawdopodobna, to możliwa. Szczególnie podobało mi się, że w późniejszym okresie Barbara nie czeka tylko na Tomasza, ale także sama pragnie być szczęśliwa i nie pozwala sobie na złe traktowanie z jego strony. Ten wątek podobał mi się, gdyż w romansach zdarza się, że główna bohaterka chcąc uratować ukochanego, godzi się na wszystko. Tutaj na szczęście nie ma tego motywu. Owszem Barbara kocha Tomasza, ale potrafi postawić granice i nie jest papierową postacią, ale kobietą z krwi i kości.
Interesującymi postaciami są również księżna Kinga oraz księżna Grzymisława. W przypadku żony Bolesława, bardzo ciekawie została ukazana jej pobożność, która później przemieniła się w dewocję, a nawet fanatyzm. W tym przypadku ewolucję jej charakteru dobrze odmalowuje stopniowe pogorszenie się jej relacji z przyjaciółką z dzieciństwa – Barbarą. W przypadku księżnej Grzymisławy, mamy do czynienia z kolei jej ambiwalentnym stosunkiem do Barbary. Z jednej strony ratuje ona Barbarę, a także daję jej opiekę, ale z drugiej strony nie reaguje adekwatnie, kiedy zagraża jej niebezpieczeństwo ze strony jej syna. W tym przypadku, ponownie relacja zarówno z Barbarą jak i jej doradcą (oraz przyszywanym ojcem głównej bohaterki) Klemensem z Ruszczy, stanowi odbicie jej przemiany. Tutaj jednak nie mamy do czynienia z przekonaniami religijnymi, ale ze źle rozumianą matczyną miłością i zbytnim uleganiom Bolesława. Zaletą powieści jest również to, że została ukazana również miłość pomiędzy starszymi bohaterami. W stereotypowych romansach, partnerami są zazwyczaj jedynie osoby młode. Tak więc to przełamanie stanowi duży plus i od tabuizuje ukazanie intymnych relacji pomiędzy osobami w zaawansowanym wieku.
Ciekawie zarysowuje się również swoista para Klemens z Ruszczy oraz Bolesław Wstydliwy. W tym przypadku Autorka interesująco pokazała dwa wzorce mężczyzn: pierwszy jako szlachetny rycerz, a także ojciec i partner, a drugi jako nie potrafiący zapanować nad swoimi żądzami, egoistyczny książę. W przypadku Klemensa, chociaż postać bardzo polubiłam, to trochę żałuję, że był on za bardzo kryształowy. Warto było jednak dodać mu trochę wad.
W przypadku innych postaci, to trochę żałowałam, że bardziej nie została rozwinięta postać księżnej Marii i księżnej Joanny. Obie księżne mogły się trochę mylić. Ale z drugiej strony były przecież siostrami, więc nic dziwnego, że miały prawo być do siebie podobne nie tylko z wyglądu, ale również z charakteru.
Akcja powieści toczy się szybko i czytelnik nie ma czasu na nudzenie się. Można też wyróżnić dwie odrębne części: polską oraz francuską. Osobiście bardziej podobała mi się pierwsza część, gdzie dynamika była bardziej zrównoważona. W drugiej części, akcja albo szła zbyt szybko albo zbyt wolno i była przez to mniej harmonijna. Z drugiej strony, jednak to właśnie druga część obfituje w zaskakujące plot twisty. Końcówka jest również intrygująca, a takiego obrotu spraw nie spodziewałam się aż do samego końca.
Jak nietrudno się domyślić, patrząc na sam tytuł, w powieści ważną rolę odgrywa religia oraz jej stosunek do niej, a główną osią wątku są prześladowania katarów. Podobało mi się jednak to, że katarowie nie zostali ukazani jedynie jako głęboko wierzący ludzie, którzy stali się ofiarą inkwizycji, ale osoby z krwi i kości, którzy również popełniają poważne błędy. Najdobitniejszym przykładem jest przypadek dziadka głównego bohatera, który opuścił swoją żonę i zabrał ze sobą córkę, tym samym wyrządzając krzywdę swojej żonie księżnej Joannie. Autorka ukazała także, że owszem wierzenia Katarów są postępowe, a nawet wręcz rewolucyjne, ale również zaznaczyła przy tym, że nie wszystkie zasady były idealne.
Także katolicy nie są ukazani jako osoby wyznający swoją religię, bez rozumienia jej głównej zasady jaką jest miłosierdzie. Owszem mamy księżnę Kingę, ale z drugiej strony także księżnę Joannę oraz jej siostrę księżną Marię czy braci zakonnych, opiekujących się cierpiącymi na chorobę Hansena (dawniej określana mianem trądu). Warto dodać, że sama religia jak i jej stosunek do niej, często staje się motywem przewodnim rozmów bohaterów. Ale nie ma czemu się zdziwić, skoro wiara odgrywała szczególną rolę w życiu codziennym mieszkańców XIII Europy.
Czytanie umilały mi również ciekawostki historyczne, które zostały zręcznie wplecione w akcję i stanowiły ciekawe tło dla akcji. Sama dowiedziałam się kilku intrygujących faktów. Podobało mi się, że niektóre z nich, i to w wyjątkowo naturalny sposób, przedstawia, któryś z bohaterów powieści. W powieści pojawiają się również sceny miłosne i chociaż są one czasami dosyć pikantne, to nie przekraczają one granicy dobrego smaku. Warto tutaj też podkreślić, że nie pojawiają się one jedynie po to, aby rozgrzać atmosferę, ale nierzadko mają one swoje dosyć poważne konsekwencje, o czym czytelnik nieraz się przekona.
Podsumowując, powieść polecam z całego serca wszystkim miłośnikom romantycznych historii miłosnych. Na pewno umili ona niejeden wieczór.