
Połączenie ,,Avatara”, ,,Tarzana” i ,,Księżniczki Nausicaai” w pięknej, nie tylko słownej, ale i wizualnej oprawie. A do tego ekologiczne (ale nie nachalne) przesłanie i szczypta magii. Historia Melody oraz jej zarówno ludzkich jak i zwierzęcych przyjaciół jest jedną z ciekawszych propozycji dla młodszej młodzieży jak i dorosłych. I przypomina mi trochę współczesne bajki ,,Disneya” oraz ,,Studia Ghilbi”.
,,Kryształowy Trakt” opowiada historię Mel (Melody), która, wraz ze swoim wiernym towarzyszem Donem – pięknym karym koniem, zamieszkuję tajemniczą dżunglę. Jak się szybko okazuje, jest jedyną ludzką istotą w tym świecie. Jednak wszystko się zmienia, kiedy trafia do tajemniczej jaskini, która prowadzi do równoległego świata, gdzie z kolei to świat jest pozbawiony wszelkich zwierząt. Z kolei ,,Kryształowy Trakt – Legendy”, to historia – prequel, z którego czytelnik może poznać historię rodziców Mel – Viany – przywódczyni plemienia oraz Mohu – uzdrowiciela, który ma niezwykły kontakt ze zwierzętami, a także Valiany i Banda – rodziców Dona.
Pierwszą rzeczą jaką przykuwa Czytelnika, oprócz kolorowej, klimatycznej okładki, to barwne opisy dżungli. Od razu widać, że Autorka jest miłośniczką zwierząt i udało jej się zgrabnie przemycić wiele ciekawostek na temat fauny i flory. Już od pierwszych stron można zanurzyć się w niezwykłym świecie, a plastyczny język połączony z wyobraźnią czytającego, zastępuje w tym momencie wszystkie zmysły.
Także sama bohaterka Mel, jest interesująco pokazana. Trochę przypomina mi Campbellowska bohaterką, mistrzynię dwóch światów (ludzkiego-zwykłego) i (zwierzęcego-magicznego), który musi ze sobą połączyć i ponownie scalić. Z drugiej strony i ona musi się wiele nauczyć. Początki jej życia w plemieniu i konieczność zmierzenia się z nieufnością, a nawet wrogością, może być ciekawą metaforą, z trudnościami na jakie natrafiają dzieci, kiedy wchodzą w nową grupę rówieśniczą. Podobało mi się również to, że przez cały czas się rozwija i to nie tylko dzięki doskonaleniu swoich darów i tworzeniu cudownych istot Omo (świetny wątek), ale również dojrzewa. Nie jest przy tym postacią kryształową, również się myli. Jednym z poważniejszych błędów, był chociażby sojusz z lwem Tatsim – potężnym władcą zwierząt, który wykorzystał jej gniew i żal. Ciekawym zabiegiem było też ukazanie relacji Mel z Georgem – jednym z członków plemienia. Cieszyłam się, że autorka pokazała mu, że Mel nie do końca wybaczyła mu wyrządzonej krzywdy, ani nie zapomniała jej, wskazując, że niektóre czyny, mają poważne, nieodwracalne konsekwencje i warto o tym pamiętać. Z drugiej strony, Mel nie jest też ukazana jako osoba pamiętliwa. Dobrze to obrazuje jej rozwijająca się relacja ze zbieraczką Lim, która nie zawsze była dobra, a także ze strażnikami Winem czy Ailenem, z gdzie z tym drugim, też początkowo była skłócona.
Podobało mi się, że autorka, w obu powieściach delikatnie przemyciła również różne wartości. Jednak czyni to wyjątkowo delikatnie i jedynie za pomocą wzmianek. Cieszę się, że w dylogii przeznaczonej dla młodszych czytelników, pokazane są zarówno silne postacie żeńskie jak i męskie, jednak nie jest to czynione ani nachalnie, ani jednowymiarowo. Ciekawą postacią jest tutaj przede wszystkim Viana – odważna i mądra przywódczyni plemienia, która skutecznie pokonuje liczne przeciwności i rozwiązuje trudne dylematy, ale również, kiedy popełnia też błędy, to potrafi przyjąć wsparcie od bliskich. Także jej mąż Mohu – uzdrowiciel, medyk i zielarz, pokazany jest jako wrażliwy mężczyzna, zafascynowany naturą, ale, który też potrafi mężnie przeciwstawić się złu i stanąć w obronie słabszych. Także postać Zorayi – odważnej przywódczyni plemienia koni jak i Banda – opiekuńczego męża Valiany i ojca Dona, ukazują, że w każdym z nas zawiera się zarówno pierwiastek animy jak i animusa.
W obu powieściach, pojawiają się także wątki ekologiczne, gdzie pokazany jest szacunek dla zwierząt jako czujących istot. Z drugiej strony jednak autorka nie wpada w pułapkę toposu niewinnej natury. Zwierzęta (gdzie część posiada antropomorficzne dusze), podobnie jak ludzie, potrafią być niebezpieczne bądź okrutne. Dobrym przykładem jest tutaj gepardzica Numa, która jest niejednoznaczną bohaterką. Z jednej strony atakuje głównych bohaterów, ale z drugiej strony, czyni to w obronie interesów swoich młodych. Później zawiązuje też sojusz z Melem i Donem, aczkolwiek jest on oparty nie na przyjaźni czy współczuciu, ale wymiernych korzyściach dla obu stron.
W książce widać pewne inspirację ,,Avatarem”, jak na przykład bogini Anisa i jej drzewo. Z drugiej strony, historia jest dojrzalsza i głębsza niż w obrazie Jamesa Camerona. Można znaleźć w niej wiele ciekawych alegorii. Sama bogini Anisa – mądra opiekunka ludzi oraz lew Tatsi – dumny władca zwierząt, według mnie symbolizują tutaj też dwie przeciwstawne, ale i uzupełniające się siły – człowieczeństwo i instynktowne zachowanie. Z kolei w Awatarze, mamy do czynienia z biało-czarnym schematem – niewinna ,,dzika natura” oraz zepsuta ,,technologia”.
Podobało mi się również, to, że Autorka delikatnie wspomniała o równych prawach osób nieheteroseksualnych, prawach kobiet do obrania różnych dróg życiowych, nie tylko jako matki, a także o istnieniu różnych wierzeń, w tym w reinkarnację (tutaj smoki odgrywają trochę rolę bóstw).
Drugi tom dylogii wydaje mi się poruszać poważniejsze tematy, jak: śmierć i żałoba. Tutaj warto przytoczyć tragiczną historię ciotki i matki Dona oraz historię smoków: Fiony i Kandera i nienarodzonego smoczego dziecka. Drugim interesującym motywem jest wyjątkowo trudny dylemat przed jakim musi stanąć zarówno Mohu jak i Vaiana. Mohu musi wybrać pomiędzy pomaganiem rannym zwierzętom – w tym ich dzieciom (historia małej pumy ze skaleczoną łapką) a dobrem rodziny. Jak się bowiem okazuje, zwierzęta i ludzie znajdują się w stanie wojny, a za pomoc im (nawet dzieciom), grozi wydalenie z plemienia. Także Viana musi wybrać pomiędzy ochroną męża, który w jej mniemaniu postępuje słusznie, a przestrzeganiem, surowych praw w plemieniu, które mają zapewnić przetrwanie społeczności.
Także sam wspomniany konflikt pomiędzy ludźmi i zwierzętami jest ciekawie ukazany. Tutaj nie ma do końca jednej dobrej i złej strony. Każda z nich ma swoje rację. Ludzie owszem atakują zwierzęta, ale i one, jak na przykład ich przywódca lew Tatsi – potrafią być okrutni wobec wszystkich mieszkańców plemienia, niezależnie jaką rolę odegrali oni w konflikcie. Z drugiej strony wpływ na zachowanie Tatsiego, ma osobista tragedia i chęć pomszczenia swojej rodziny. Ciekawym antagonistą i zarazem przeciwieństwem Tatsiego jest z kolei Grand, który nienawidzi zwierząt i kieruje nim chciwość i pogarda dla zwierząt, a w jego zachowaniu trudno doszukiwać się wyższych pobudek.
Autorka, zgrabnie też ukazała, że niechęć do zwierząt, może być przeniesiona na kolejne pokolenia, które już nie pamiętały bezpośrednio wojny pomiędzy ludźmi a przedstawicielami fauny. Tutaj przykładem jest strażnik Ailen – który jest wobec nich nieufny (a także do Mel, która pochodzi z ich świata), gdyż takie przekonania wpoił mu jego ojciec. Jego postawa, została jednak interesująco skonfrontowana. Okazuje się bowiem, że zwolennikiem zwierząt jest jego przyjaciel Wim, a zarazem narzeczony jego siostry. Jednak, w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, różne poglądy na temat relacji pomiędzy ludźmi i zwierzętami, nie stoją już na przeszkodzie ich przyjaźni. Za czasów ich rodziców, to byłoby do nie pomyślenia, co dobrze oddaje silny spór pomiędzy myśliwym Grantem a zielarzem Mohu.
W obu książkach pojawiły się drobne niedociągnięcia. Oczywiście pamiętajmy, że mamy do czynienia z baśnią, a tam zarówno miejsce, czas oraz okoliczności są umowne. Niemniej, zaskoczyło mnie, że, w plemieniu Mel żyje tylko około 30 osób. Oczywiście w dżungli są też liczne inne wioski, a sama autorka, słowami Lim – zbieraczki z plemienia, wspomina, że ze względu na pokrewieństwo, trudno znaleźć sobie towarzysza życia. Z drugiej strony, samowystarczalna, grupa powinna liczyć sobie, przynajmniej 300 osób. Dobrym rozwiązaniem byłoby też zaznaczenie, że kontakty pomiędzy plemionami są bardziej rozwinięte. Z treści powieści wynika bowiem, że żyją one dużej izolacji. Dobrze to obrazuje sytuacja Mel, jako ,,nowej” członkini plemienia. Jest ona traktowana jako zupełnie obca. Gdyby kontakty z innymi plemionami były rozwinięte, a ich członkowie wchodziliby w związki, to pojawienie się nowej osoby w społeczeństwie byłoby odbierane jako naturalna kolej rzeczy.
Także wydarzenia pomiędzy pierwszym, a drugim tomem, czasowo się nie pokrywają. Wiadomo, że różnica pomiędzy nimi to 300 księżyców, czyli 25 lat. Wynikałoby z tego, że Mel, w chwili akcji ,,Kryształowego Traktu” ma 26 lat (świat ludzi i zwierząt został rozdzielony, kiedy Mel miała zaledwie rok). W ,,Kryształowym Trakcie” ukazana jest jednak jako młodsza. Innym drobnym chronologicznym błędem, jest to, że w ,,Kryształowym Trakcie”, to Mel znajduje nowonarodzonego osieroconego Dona. Jest już wtedy nastolatką. Natomiast w ,,Legendach”, z treści wynika, że Don traci matkę, kiedy Mel ma zaledwie rok. Także następuje pomyłka w imieniu opiekuna Mel. W rozdziale poświęconym Fionie i Kanderowi, to Kander przyrzeka zaopiekować się dziewczynką. Z kolei, później, wspomniane jest, że to Kaleb zajął się nią. Także postać podróżnika Ziga z ,,Kryształowego Traktu”, powinna trochę inaczej się zachowywać wobec Mel, w kontekście wydarzeń z ,,Legend”.
Niemniej, same ,,Legendy” są bardzo spójne i pomimo, że na ich łamach przewija się wiele postaci i czasami mamy do czynienia aż z trzema różnymi historiami, to są one zgrabnie ze sobą splecione i wszystkie wątki ładnie się łączą. Naprawdę czytałam je jednym tchem i ani razu nie czułam, abym coś było dla mnie niejasne. Wręcz przeciwnie, wartka akcja i różnorodni bohaterowie, tylko zachęcali do dalszego przerzucania kartek.
W przypadku pierwszej części, akcja również toczy się szybko, ale nie pędzi i daje czytelnikowi chwilę oddechu. Wydaje mi się tylko, że przez pierwsze strony, jest trochę zbyt wolna. Oczywiście, przepiękne i intrygujące opisy świetnie wprowadzają czytelnika w niezwykły świat, jednak warto byłoby je może trochę skrócić, a niewykorzystaną część (którą szkoda byłoby zupełnie wykreślić), wrzucić w dalsze partie tekstu. Nie do końca podobała mi się też końcówka, która kończy się dosyć mocnym clifhangerem. Zupełnie wybiła mnie z rytmu. Ale z drugiej strony, to też jej duża zaleta. Jest ona bowiem nie tylko zapowiedzią kolejnego tomu, który mam nadzieję, że się ukaże, ale także ciekawym podsumowaniem, że uzyskana równowaga, nie jest dana na zawsze i jest bardzo krucha.
Niemniej, zarówno ,,Kryształowy Trakt” jak i ,,Kryształowy Trakt – legendy” to wyjątkowo piękne, ale też wartościowe i przede wszystkim interesujące współczesne baśnie, zarówno dla młodszych czytelników, jak i starszych. Jestem pewna, że każdy, znajdzie w nich, coś dla siebie i będzie miał trudność w oderwaniu się od lektury. A szczególnie ukontentowani powinni być również: miłośnicy koni, ,,Awatara”, a także smoków.
Źródło grafiki: Lubimy Czytać
Projekt w: Canva