
Połączenie ,,Scooby Doo” z ekipą Wolanda, której przewodzi… Małgorzata? To nie mogło się nie udać. Zapraszamy do świata istot nadnaturalnych, które zmagają się zarówno z piekielnymi problemami, jak i ziemskimi bolączkami.
Kiedy Maria Dee idzie do wróżki, o wdzięcznym imieniu Sybilla nie spodziewa się, że jej życie, (nomen, omen) przewróci się do góry nogami. Jasnowidzka, oprócz pytań na kolokwium u pewnego srogiego profesora przepowiada jej bowiem śmierć… Tylko że Maria Dee, nieustraszona przyszła pani prawnik, potrafi nie tylko rozprawić się z paragrafami, ale również oszukać przeznaczenie… Przynajmniej częściowo. W wyniku splotu różnych okoliczności, staje się nieumarłą i z przymusu dołącza do ekipy ,,Króla Piekieł (a właściwie Dominium), oraz ironii” – złowrogiego Kindreda.
Przedstawicieli najmroczniejszych zakątków zaświatów, czeka sporo przygód. Przyjdzie im bowiem zmierzyć się m.in. z pewnym bardzo utalentowanym małżem, zwiedzić nawiedzony dom, który no właśnie… nie jest do końca taki jaki się wydaje, a także przejechać się przeklętym samochodem. Widać, że autorka, w przeciwieństwie do bohaterów, świetnie się bawi, a przy okazji splata ze sobą różne konwencje. Dzięki temu mamy przegląd wszelkich zjawisk paranormalnych, urban history, teorii spiskowych, a to wszystko doprawione szczyptą mitologii z różnych kręgów kulturowych. Dlatego też początkowo, powieść ,,W pożyczonym czasie”, przypomina trochę serial, gdzie drużyna bohaterów, mierzy się z kolejnymi tajemnicami. A, jako że przez większość czasu podróżują po Stanach Zjednoczonych, to można ją spokojnie nazwać również powieścią drogi i to mocno wyboistej.
Powieść czyta się szybko i lekko, a wyobraźnia Autorki zachwyca, ale brakowało mi tylko tutaj silniejszego nacisku na główny wątek, albo chociażby przewodni motyw. Nie do końca byłam pewna, wokół czego tak naprawdę toczy się akcja? Co jest tym ,,Campbellowskim eliksirem”. Owszem, wiadomo, że Maria Dee, jako nieumarła, musi nauczyć się panować nad swoimi mocami (a także pozbyć się Kindreda), a z kolei Kindred musi pilnować porządku na ziemi (a właściwie w Szaddaju, miejscu pomiędzy Mundi – Niebem a Dominium – Piekłem), ale tutaj czułam niedosyt.
Na pochwałę zasługuje jednak sama konstrukcja świata, która jest naprawdę przemyślana. Autorka nie zapomniała o niczym. Maria Dee, która wyrusza z ekipą Kindreda, nie rzuca bowiem całego swojego życia, ale jak się dowiadujemy, załatwia przedtem wszystkim zaległe sprawy. Tak więc mamy wzmiankę, że król Piekieł, korzystając ze złotej karty, której w ramach wdzięczności ofiarowali wpływowi ziemscy przyjaciele, (a ściślej mówiąc dłużnicy), opłaca czynsz za mieszkanie na cały rok. Z kolei Maria Dee, ustala w dziekanacie, że będzie mogła kontynuować studia eksternistycznie. Podobało mi się również wyjaśnienie, że rytuały przyzywające demony, są tylko dlatego aż tak skomplikowane, aby jedynie zniechęcić zwykłych śmiertelników do ich wykonywania.
W samej powieści zauważyłam tylko dwie drobne nieścisłości. Na początku powieści wspomniane jest, że główna bohaterka nie ma znajomych ,,od serca”. Notatki z zajęć przekazują jej bowiem nie przyjaciele, ale osoby, które mają u niej do spłacenia ,,długi” i ,,zaległe przysługi”. Z drugiej strony, karnet do wróżki otrzymuje od koleżanek, a w późniejszych rozdziałach, dzwoni do swoich znajomych, aby wyjaśnić, że jej zniknięcie nie jest spowodowane porwaniem. Innym drobnym błędem było pomylenie Harvardu z Oxfordem. Trzy razy było wspomniane, że Maria Dee, studiowała na pierwszej z uczelni a raz, że na drugiej.
Kolejną zaletą powieści są bohaterowie. Maria Dee jest bardzo wyrazista i oryginalna. Początkowo nie wzbudza ona sympatii, ale za to budzi emocje, dzięki czemu nie jest nijaka. Z drugiej strony może to właśnie dzięki jej wyjątkowo pragmatycznemu i nieco egocentrycznemu podejściu do życia, a przy tym również nieugiętemu charakterowi, i niechęci do okazywania słabości, tak dobrze dogaduje się z istotami i to dosłownie, z piekła rodem. Na pewno postawą życia niewiele im ujmuje, a jej ogląd świata i realistyczne spojrzenie na życie, świetnie kontrastuje z nadprzyrodzoną otoczką i idealnie punktuje wady świata nadnaturalnego.
Jeszcze bardziej podobali mi się drugoplanowi bohaterowie. Każdy z nich był wyrazisty i dodawał coś od siebie, a takiej ekipy nie powstydziłby się sam Woland. Tak wiec mamy: zwariowaną jasnowidzkę Sybillę, króla eufemizmów i piekła – Kindreda, Michaela Malakhę zawodowego barmana, a po godzinach archanioła, który podobnie jak biblijny odpowiednik rozprawia się z wszelkiej maści demonami i kocha konie, tylko że akurat ten Michael mechanicznie, Jamesa Deana – potulnego sługę Kindreda, którego przeszłość jest tak samo tajemnicza jak i tragiczna, zbuntowaną nastolatkę Estellę znaną jako ,,Bandit”, która nie na darmo przyjęła takie miano i której rodzice są dosłownie z piekła rodem, a Wednesday przy niej to skromna myszka oraz Harukiego Fujiokę – najprawdziwszego fana słodyczy, gier i mangi, który widzi aurę. Dodatkowo na scenę wkroczą jeszcze, nieodzowny pomocnik Patrick, duch Aleksander, ,,dystyngowany bandyta” Yves Renaud i mechaniczka Gloria – której rodzicami są… ale tego nie mogę zdradzić, aby nie popsuć przyjemności z czytania.
Tutaj, trochę żałowałam tylko, że później nie wszystkie postacie jak na przykład wspomniany Fujioka miały już mniej czasu antenowego. Jego detektywistyczne umiejętności mogłyby zostać bardziej wykorzystane. Podobnie wygląda sytuacja z Jamesem. Owszem poznajemy jego tragiczną historię… ale właśnie co dalej. Co z jego przemianą? Także postać ducha Aleksandra mogłaby zostać bardziej rozbudowana, a jego wątek, naprawdę interesujący, jak dla mnie, został tak nagle urwany.
Zaletą powieści jest niebanalny język, mocno sarkastyczny i pełen różnych aluzji. Wszak już nazwisko głównej bohaterki jest nieprzypadkowe. Dee, tak się bowiem nazywał John Dee – jeden z najsłynniejszych okultystów i szpiegów Jej Królewskiej Mości.., Elżbiety I. Także różne powiedzonka Kindreda są naprawdę mroczne, ale i zarazem zabawne. Podobnie jak przemyślenia głównej bohaterki, która stara sobie jakość to wszystko poukładać sobie. Przykładowo jeden z nich brzmiał: ,,[Marii Dee] Na chwilę odebrało jej mowę. – Zadzwoń do Patricka i tym razem dowiedz się, z czym mamy do czynienia – jęknęła bez siły zastanawiając się, jak można być takim durniem, by podążać ślepo za absurdalnymi rozkazami szaleńca. A potem pomyślała: ,,Hm, to brzmi jak definicja militarnej historii ludzkości” (s. 122).
Podobało mi się również sprytne nawiązania do różnych filmów przez autorkę. Pierwsze spotkanie Marii Dee z Michaelem, skojarzyło mi się z wizytą Chloe Decker z Lucyferem Morningstarem z serialu ,,Lucyfer”, z kolei Haruki Fujioka ukazany został jako godny następca detektywa ,,L” z Death Note’a (kultowa scena z ciastem z truskawką). Natomiast historia o pewnej szkole i modzie na wampiry, była świetną satyrą na ,,Zmierzch” oraz topos przystojnego wampira-arystokraty, (nota bene: pochodzący jeszcze z 1819, kiedy to wydany został ,,Wampir” Johna Polidoriego). Także wizyta w nawiedzonym domu, była dającym do myślenia pastiszem na kiczowate horrory, ale również bezrefleksyjne wykorzystywanie tragicznych historii.
Podsumowując powieść jest jedną z perełek na wydawniczym rynku. Na pewno spodoba się ona osobom interesującym się wszelkimi paranormalnymi historiami, szeroko rozumianą fantastyką, literaturą grozą (fani Mary Shelley, Edgara Allana Poe – będą zachwyceni) a także miłośnikom oryginalnych, a przy tym i zabawnych (aczkolwiek mowa to bardziej o czarnym niż jasnym humorze) powieści. A druga część, zapowiada się jeszcze ciekawej. Nasi bohaterowie będą się bowiem musieli zmierzyć z rebelią w piekle i wejść tam, gdzie jak doradzał Dante Alighieri, należy porzucić wszelką nadzieję.
Źródło zdjęcia: Lubimy Czytać.
Projekt wykonany w Canva