Agata Sawicka, ,,Dziewczyna w mundurze”, wyd. Dragon 2024

Agata Sawicka, ,,Dziewczyna w mundurze”, wyd. Dragon 2024

,,Za mundurem czytelniczki/cy sznurem” – czyli kilka dłuższych słów o książce ,,Dziewczyna w mundurze”, która tak naprawdę nie jest jedną powieścią, a dwiema odrębnymi historiami. A łączy je: wojsko, delikatna i odważna bohaterka oraz rodzinna tajemnica…

W pierwszej części poznajemy losy Luizy Grodzińskiej – młodej szlachcianki, zaręczonej z nauczycielem Feliksem Małkowskim i późniejszej Powstanki Warszawskiej, a w drugiej jej prawnuczki – Sonii – przedszkolanki, która postanawia wstąpić do wojska.

Pomimo tego, że losy obu bohaterek tworzą zupełnie oddzielne historie, to rozdziały są tak ułożone, że mimowolnie przeplatają się, wskazując przy tym na pewną powtarzalność losów. Aczkolwiek w przypadku Soni, możemy mówić o wyborze danej ścieżki życiowej, która związana jest z losami przodkini i chęcią pójścia w jej ślady, to w przypadku Luizy, jest to związane z wybuchem wojny. Z drugiej strony, interesujące jest tutaj, że w życiu Luizy i Sonii, pojawili się mężczyźni o zbliżonych charakterach i którzy przy tym pełnili podobne role społeczne.

Początkowo historia Luizy przypominała mi nużący romans, a portret psychologiczny bohaterki wyglądał niezbyt interesująco – nieco naiwna, niewiele wiedząca o otaczającym ją świecie, ale za to dobrym sercu młoda panna. Jednak był to zabieg celowy. Otóż ta idylliczna, nawet nie baśniowa, ale bajkowa pierwsza część życia bohaterki, jeszcze bardziej uwypukla jej dalsze losy i dramat związany z wojną, w tym śmierć matki na jej oczach oraz zbiorowy gwałt.

Warto zaznaczyć, że autorka poruszając, wyjątkowo trudny i nierzadko wciąż przemilczany, temat gwałtów wojennych, zrobiła to z wyczuciem i wrażliwością, ukazując przy tym jak to traumatyczne wydarzenie, nawet po wielu latach wpływa na wybory podejmowane przez bohaterkę. Bardzo dobrze został oddany proces traumy (poczucie obniżenia własnej wartości, reakcja bohaterki na atak niemieckich żołnierzy na Żydówkę, próba popełnienia samobójstwa poprzez celowe danie się złapania podczas ,,łapanki”, początkowe podjęcie się udziału w konspiracji, z powodu niechęci do życia, a dopiero później odnalezieniu w walce nowego sensu życia, podjęcie się zadania złapania Dietricha). Interesującym wątkiem była również kwestia próby wsparcia Luizy przez jej przyjaciela Olgierda i trudności, z jakimi musi zmierzyć się młody mężczyzna, aby móc wesprzeć swoją przyjaciółkę w walce z nieprzepracowaną traumą. Myślę, że ważnym elementem, pokazującym różne postawy mężczyzn, była także epizodyczna postać Wanki – jako ,,sprawiedliwego” mężczyzny.

Ukazanie warszawskich, wojennych losów Luizy jest interesujące i dostarcza licznych informacji na temat tego okresu. Brakuje w nim również romantyzowania wojny, oraz patosu, ale z drugiej strony, choć okrucieństwo jest opisane i nierzadko bardzo dosłownie, to nie ma w nim epatowania turpizmem czy cierpieniem. Sama akcja trzyma w napięciu, ale nie opiera się ona przy tym na taniej sensacji.  Autorce udało się zgrabnie ukazać życie Warszawiaków podczas okupacji, w tym konspiratorów, a później również Powstańców, jako trudny czas, ale też taki w którym pomimo grozy okupacji, życie nadal się toczy (wątek dzwonnicy kościelnej). Wyjątkowo podobało mi się, że zarysowała również dylematy moralne z jakimi musieli mierzyć się Powstańcy (rozmyślania Olgierda nad koniecznością wykonywania wyroków śmierci na konfidentach, scena młodej matki z martwym dzieckiem na gruzach Warszawy). Również wątek powojennej Warszawy jest poruszający, w tym rodziny małej Neli. Widać, że tutaj Autorka inspirowała się słynnym zdjęciem, ukazującym rodzinę jedzącą posiłek w doszczętnie zniszczonym domu.

W przypadku historii Sonii, jej historia przypominała mi trochę konwencję Disneyowskiej Mulan, aczkolwiek tutaj chęć uratowania ojca, zastępuje chęć uhonorowania prababci Luizy. (Aczkolwiek, tak na marginesie, to również wpisuje się w konfucjańską koncepcję, wywodzącą się z Chin, o szczególnej wadze kultu przodków). Niemniej, rozterki bohaterki o wstąpieniu do wojska i pozostania w nim pomimo licznych trudności, oraz towarzysząca temu motywacja, wydaje mi się autentyczna. Zwłaszcza, że Sonia, wstępując do wojska, nie porzuca całkowicie swojego dotychczasowego życia, w tym pracy przedszkolanki – która jest jej pierwszym powołaniem.

W przypadku bohaterów pierwszoplanowych, szczególnie ważna wydaje mi się właśnie kreacja Soni. Z tą bowiem bohaterką, wiele kobiet, rozważających karierę wojskową (albo w innych służbach mundurowych), mogłoby się zidentyfikować. Mniej podobała mi się postać Alka, który jak dla mnie był zbyt poważny i zbyt ,,chmurny’. Aczkolwiek jego zachowanie i sposób bycia, jest sensownie wyjaśniony traumą. Wśród postaci drugoplanowych, największą moją sympatię zyskał weteran Long, a sama postać jak się okazuje, nieprzypadkowo pojawiła się w życiu Sonii. Aczkolwiek intryga z nim związana, jest niestety łatwa do przewidzenia i nawet nie czytając części poświęconej Luizie, wszystkiego się domyśliłam.

Podobało mi się ukazanie przez Autorkę, z jakimi problemami musza zmagać się kobiety w wojsku, w tym ze stereotypizacją, a nawet seksizmem. Ciekawa jest tutaj szczególnie postać Jędrzeja, który najpierw wydaje się być dobrym kolegą, a później odkrywa swoją prawdziwą twarz…  Żałuję tylko trochę, że później znika, a jego wątek, nie jest zakończony nawet jednym, symbolicznym wspomnieniem z puentą. Z drugiej strony, kobiety też nie są jedynie pokazane jako odważne albo niewinne bohaterki, które muszą zmagać się ze złem, ale jako postacie z krwi i kości z różnymi charakterami, wadami i zaletami. Tutaj wyjątkowo podobała mi się niejednoznaczna postać Alicji, która przechodzi przemianę, aczkolwiek jej, powiedzmy nie zawsze krystaliczny charakter pozostaje. I z jednej strony trudno ją lubić, ale z drugiej, ciężko byłoby ją znienawidzić. Spodobał mi się również wątek oficer Żanety, który jasno wskazywał, że złe traktowanie kobiet w wojsku, jest nie tylko domeną mężczyzna, ale również, może być i kobiet. 

Nie do końca podobał mi się tylko ,,pojedynek pompek”, pomiędzy Alkiem a jednym z jego podwładnych, aby okazać, który z nich miał rację. Spór dotyczył tego, czy Sonia słusznie uderzyła swojego dręczyciela, a o tym, czy miała zostać ukarana, czy nie, zadecydować miała siła ramion obu panów. W tym przypadku, po pierwsze, czyn Soni, można byłoby zaliczyć do samoobrony. A ponadto bohaterce, która w końcu sama jest wojowniczką, odbierana jest podmiotowość, gdyż w jej obronie musi stanąć rycerz (w tym przypadku dowódca Alek), który w jej imieniu stanie do ,,sądu bożego” z jej dręczycielem.

Także początkowe tłumaczenie Soni, że nie powinna stawiać granic, gdyż wkracza do ,,męskiego świata”, trochę na początku mnie zirytowało.  Ale z drugiej strony jest to bardzo pasujące do portretu psychologicznego bohaterki, która dopiero w trakcie przechodzi pewną przemianę. Z drugiej strony, nie jest ona jednak zbyt radykalna, co również jest dużym plusem i pozytywnie wpływa na autentyczność tej postaci. Z kolei bardzo podobała mi się stwierdzenie jednej z koleżanek Sonii, na temat jej narzeczonego i radzenia sobie z rozłąką i zazdrością. Jak wyjaśniała, że ,,skoro jest dorosły, to nie trzeba go pilnować”.

Podobało mi się ukazanie realiów w wojsku i ich odromantyzowanie. Bynajmniej, ta  powieść, to nie jest laurka, wychwalająca życie w koszarach. I wątek krwiodawstwa, również świetny! Zachęcam do zwrócenia na niego uwagi. Szczególnie bliskie były mi również opisy ćwiczeń. Aż czułam te zakwasy! Jedynie zastanawiała mnie, czy Autorka w przypadku podnoszenia sprawności bohaterki nie zastosowała tutaj licencia poetica. Szczególnie zaskoczyło mnie, że Sonia, która nigdy nie była sportsmenką, opanowała marszobieg w dwa tygodnie, kiedy ten proces, u osoby, która nie miała wcześniej za wiele wspólnego ze sportem, trwa wiele miesięcy. Również pompki i brzuszki, jak dla mnie za szybko zostało opanowane. Aczkolwiek domyślam się, że przy przyjęciu do WOT-u trzeba mieć już pewną sprawność.

W dalszej części wątku Sonii, zabrakło mi trochę ,,wojskowych klimatów”, a historia bardziej przeniosła się do cywila. Aczkolwiek, jest to zrozumiałe, gdyż po szkoleniu i złożonej przysiędze, bohaterka wróciła do ,,normalnego życia”, aczkolwiek, tak samo jak ,,Campbellowski” bohater(ka), stała się mistrzynią dwóch światów.

Z drugiej strony, w powieści znalazłam kilka drobnych niekonsekwencji. Skoro Sonia nigdy nie była wysportowana, co było mocno podkreślane na początku, to jak jednak dostała się do wojska? I o jakich dokładnie siłach zbrojnych mówimy, gdyż w książce nie jest to sprecyzowane? Domyśliłam się, że ze względu na długość szkolenia, a później okresowych ćwiczeń i możności pogodzenia służby wojskowej z codzienną pracą, to musi być WOT. Ale tam też są testy sprawnościowe, choć nie tak częste jak do ,,regularnego” wojska.

W powieści pojawił się też fragment, gdzie Sonia, wracając z odwiedzin u weterana Longa, wskoczyła do tramwaju i dopiero wtedy zorientowała się, że nawet nie ma biletu. Ale skoro, była ona w umundurowaniu i wykonywała służbowe obowiązki (dopiero później odwiedziła Pana Longa prywatnie), to ma zapewniony ustawowo darmowy przejazd.

Drobnymi błędami była również niekonsekwencja imienia chłopca z autokaru – chodziło o Artura czy Adriana? Najprawdopodobniej jednak o Adriana, gdyż w książce pojawiał się również Artur – jako kolega Sonii z wojska.

Niemniej lektura na pewno jest warta polecenia. A szczególnie zachęcam do jej zajrzenia miłośniczkom i miłośnikom, zarówno historii, w tym II wojny światowej, ale sympatykom i osobom rozważających karierę wojskową i w innych służbach mundurowych, a także zwolenniczkom i zwolennikom dobrze napisanych romansów.

Źródło zdjęcia: Lubimy Czytać

Projekt w Canva

Opublikowane przez Katarzyna Michalewicz

Rodzinne Mini Wydawnictwo + Blog o recenzjach innych ciekawych książek (szczególnie tych związanych z Azją)

Dodaj komentarz